Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

DLACZEGO TO ROBIĘ, CHOĆ NIE LUBIĘ...


Czy masz coś czego nie lubisz robić, ale to robisz?
Na przykład tylko dlatego, że musisz... 
Albo chcesz zrobić komuś przyjemność...

Wstajesz do pracy bo musisz...

Płacisz rachunki, bo nie masz wyjścia...
Po raz setny czytasz dziecku tą samą bajkę, choć ta opowieść wychodzi Ci już dawno bokiem...

Ja tez mam coś takiego, co robię...choć nie lubię... Alę idę tam dla synów...Idę tam gdzie są też inne dzieci.. słyszę ich wrzask, płacz, śmiech. Widzę zbite kolana i zepsute babki z piasku. Ale to jeszcze nic... wśród nich są inne babki, o wiele gorsze. Babcie, nianie, matki, które lustrują wzrokiem, oceniają, porównują, wiedzą lepiej. Przecież rodziły, wychowały, karmiły, tyle przeżyły...Nie taka czapka, nie takie buty, za zimny piach...

Nie lubię tam chodzić...ale daje mojemu dziecku w ręce łopatkę, grabki i wiaderko, drugi zabiera ulubione samochodziki i idziemy...to całkiem nie daleko...powinnam się cieszyć. Chłopcy wskakują do piachu i bawią się swoimi rzeczami. Nagle przychodzą dwie mamy, które do piaskownicy dokładają dwóch raczkujących maluchów...samych maluchów...bez wyposażenia. Jedno z nich zabiera mojemu synkowi foremkę. Ono wyrywa i mówi nie. Co prawda zabawka leży obok, ale mój synek co jakiś czas dosypuje do niej piasek. Starszy stworzył już niezły plac budowy. Samochody stoją w rzędzie i czekają na swoją rolę. Nagle raczkujący bobas zabiera mu autko. Syn krzyczy to moje. Słyszę komentarz matki, która podnosi wzrok znad swojego smartfona: daj jej, ona jest mniejsza, nie rozumie.
Ej hello!!! Budzi się we mnie matka wojowniczka. Obserwuję, co wydarzy się dalej. Postanawiam zaakceptować to, co zrobi syn. Cudak postanowił podzielić się zabawką... Wiem, że trzeba się dzielić, uczyć współpracy i tak dalej, ale gdy moje dzieci świetnie się bawią razem, nie muszą się dzielić swoją zabawą tylko dlatego, że nagle na plac zabaw, czytaj: boju, trafił ktoś młodszy.

Mija kilkanaście minut. Rozglądam się... zabawki mojego dziecka leżą porzucone.., Jedna koło huśtawki, druga koło ślizgawki, trzecia za płotem ogradzającym plac zabaw.
Wstaję i zbieram wszystko po kolei, po drodze słyszę, która mama gotuje na obiad brukselkę, która jeszcze wyparza talerzyki, której dziecko zaczęło siadać na nocnik już w wieku 10 miesięcy, a która karmi już 2 lata. Kochane mamy, trzymajmy się razem. Każda wie, że nasza rola nie jest łatwa i, że żadna z nas nie jest idealna. Nie budujmy kosztem samych siebie na wzajem poczucia własnej wartości...bo to działanie jest skuteczne tylko na chwilę.
I choć też czasem trafiam na plac zabaw niespodziewanie i nie mam dla dzieci zabawek szanuję własność innych, uczę dzieci dzielić się z innymi, ale także używać słowa PROSZĘ I DZIĘKUJĘ...


Cieszę się, że schowałam wiaderka, łopatki, grabki i foremki głęboko do piwnicy na kilka najbliższych miesięcy i, że do czasu aż przyjdzie wiosna będziemy omijać...place zabaw.
I nie czuję się z tego powodu gorszą mamą, bo mamy swoje ulubione miejsca, gdzie możemy być sobą i  bawić się jak chcemy pozbawieni bezużytecznych rad innych. Gdzie możemy pozwolić sobie na odrobinę naszego szaleństwa.

I mam nadzieję, że gdy nadejdzie nowy piaskownicowy sezon będę częściej niż teraz spotykać jakąś mamę, babcię czy ciocię, z którą porozmawiam tak jak kobieta z kobietą powinna... z życzliwością, uśmiechem i zrozumieniem, a nasze dzieci w sposób jak na nie przystało razem się pobawią...