Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

WIZYTA W STREFIE RELAKSU


Muszę się Wam pochwalić. Jeszcze w tamtym roku dostałam od pewnej znajomej fantastyczny prezent. Darmowy bilet do jedynej w swoim rodzaju strefy relaksu. W tamtym tygodniu udało mi się go wreszcie zrealizować. Czekałam na to całe cztery miesiące... 

Ponieważ, nigdy nie byłam w takim miejscu byłam lekko zestresowana. Miła pani na recepcji bardzo uważnie obejrzała wejściówkę, wpisała coś do zeszytu i pokierowała mnie w docelowe miejsce. Przede mną czekało około dziesięciu osób w różnym wieku, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Mimo to wszyscy byli raczej mili i życzliwi. Przed wejściem do strefy należało wypełnić krótką ankietę, dotycząca swojego stanu zdrowia i wyrażającą zgodę na przeprowadzenie odpowiednich czynności przez personel. Po dopełnieniu wszystkich formalności, czekałam podekscytowana na swoją kolej.
Gdy zostałam wywołana i weszłam do specjalnego pokoju, pani poprosiła mnie o zdjęcie biżuterii, okularów oraz pozostawienie swoich rzeczy w przeznaczonym do tego miejscu. Wyjaśniła mi też, co będzie po kolei wykonywała. Położyłam się na specjalnym łóżku i dostałam stopery do uszu. Pani przykryła mnie specjalnym kocem i powiedziała, że teraz wyjdzie, a ja mam sobie tylko spokojnie leżeć. Już zaczęło mi się podobać. Nagle moje łóżko wjechało do czegoś w rodzaju tunelu. Słyszałam stłumiony hałas. Pani mówiła, że jeśli jednak będę chciała zrezygnować wystarczy, że nacisnę przycisk, który dostałam do dłoni. Jednak ja przymknęłam oczy i czułam jak odpręża się każda część mojego ciała. Moje dłonie, ręce, stopy, nogi, brzuch, klatka piersiowa, plecy, kark, szyja. Moje powieki opadały bezwiednie. Czułam spokój, serce biło mi łagodnie i regularnie. Cieszyłam się tym cudowny odprężeniem i już wchodziłam w fazę REM , gdy nagle pani wróciła i powiedziała, że już po wszystkim. Niesamowicie wypoczęta wróciłam do domu. Kiedy minęłam próg mieszkania i spojrzałam w lustro zauważyłam, że stałam się o 9 lat młodsza i lżejsza tak około......kilka gramów.
Natychmiast obudziłam się z tego niezwykłego letargu i przypomniałam sobie, gdzie tak naprawdę byłam. Szybko chwyciłam za telefon. Okazało się, że mam trzy nieodebrane połączenia. Wybrałam numer i usłyszałam: czy Pani była dziś w szpitalu na badaniu rezonansem magnetycznym? Przez moment się zawahałam, ale po chwili zastanowienia odpowiedziałam: noooo tak....
Pani kontynuowała: A nie zostawiła Pani w gabinecie biżuterii?
No.... tak....zostawiłam obrączkę, pierścionek zaręczynowy i łańcuszek- wybełkotałam.
Już byłoby po mnie. Biorąc pod uwagę, że ostatnio popsułam laptopa, maszynkę do mięsa oraz blender (tak drogi mężu, to jednak ja). Pozwoliłam też, aby moje okulary wpadły w ręce młodszego Cudaka. Mężowi poszło po kieszeni, bo okulary zostały złamane. Dzięki Bogu, że w ostatniej chwili udało mi się uratować telefon komórkowy przed utopieniem go w toalecie. Więcej grzechów nie pamiętam.
Przerażona czym prędzej  pojechałam odebrać zostawioną zgubę, przez co potem spóźniłam się we wszystkie miejsca, które miałam odwiedzić po badaniu. Co by jednak nie było nie wiedziałam, że tego dnia osiągnę stan nirwany. Około trzydzieści minut leżenia w hałasie innym niż wrzaski Cudaków okazało się mega relaksem. Lęk przed zamknięta przestrzenią i podanie kontrastu mogą się schować. Jak się tak głębiej zastanowić to nie pamiętam, kiedy leżałam  sama ze sobą przez pół godziny. Każda taka próba przy moich dzieciach kończy się niepowodzeniem. Nawet jak mały śpi to myślę : odpocznę tylko odkurzę, tylko zmyję, tylko rozwieszę itp.itd. W końcu mały się budzi.
Jak nam wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Rozochocona tamtejszymi wydarzeniami pomyślałam sobie, co by tu jeszcze sobie wymyślić, żeby znowu tak wypocząć. Przypomniałam sobie, że moja stomatolog mówiła, że dobrze by było, gdybym wyrwała zęby mądrości. Pomyślałam,  sobie, że w sumie dostanę znieczulenie, nic nie będę czuła, z ósemką nie jest tak łatwo, pewnie to trochę potrwa. Gdzieś ze dwadzieścia minut spokoju zapewnione. Niestety bardzo się rozczarowałam, bo pan chirurg wykazał się nie lada sprytem. Ledwo zdążyłam znaleźć dogodną pozycję na fotelu, nie minęło kilka minut, a on oznajmia mi, że już jestem wolna. Chciałam zagrać na czas, coś zapytać, porozmawiać, ale niestety gazik w buzi mi to uniemożliwił. No cóż, to akurat nie był dobry pomysł. Dzięki Bogu mam jeszcze trzy zęby mądrości, może z nimi pójdzie nieco dłużej. Tymczasem muszę znaleźć inny sposób na oderwanie się od domowych obowiązków.
A teraz tak całkiem poważnie. Pamiętajmy drogie mamy, że my też mamy prawo do odpoczynku i czasu wyłącznie dla siebie. Tatusiowie, praca w domu w towarzystwie małych szkodników to naprawdę ciężki wyczyn. W czterech ścianach z dziećmi naprawdę czasem ciężko zebrać myśli. Jeżeli tylko mamy możliwość, aby ktoś z chęcią pobył z naszymi pociechami, korzystajmy. Od czasu do czasu wyjdźmy do fryzjera, kosmetyczki lub na ploty z koleżankami. Zapiszcie się na fitness, siłownię czy basen, rozwijajcie swoje pasje. Ja ostatnio pokochałam zumbę. Wracam z zajęć zmęczona fizycznie, ale z pozytywną energią. Przyznam się, że niejednokrotnie, gdy moje Cudaki mają wyjątkowo ciężki dzień wychodzę z domu dwadzieścia minut wcześniej i idę na zajęcia w żółwim tempie, albo odpoczywam w szatni ;););). Choć ja też tego odpoczywania bez nich i od nich dopiero się uczę. Bowiem jeszcze zanim wyjdę, to już za nimi tęsknię. Ale trening czyni mistrza. Przy pierwszym Cudaku starałam się być nienaganną matką polką, przez co niejednokrotnie chodziłam sfrustrowana, zła i nabawiłam się ataków migreny. Teraz pamiętam, aby w ciągu zwariowanego tygodnia zarezerwować czas wyłącznie dla siebie.
 Z własnego doświadczenia wiem, że niekiedy jest to bardzo trudne. Mąż późno wraca do domu, dzieci chorują, świat pędzi jak szalony. Jednak dzisiejsze czasy dają nam naprawdę mnóstwo możliwości,  a jak wiadomo szczęśliwa mama to szczęśliwe i zadowolone dziecko.
P.S. A szpitale i wejściówki w postaci skierowania od znajomej pani doktor najlepiej omijać z daleka.
                                                                                                 Mamolova

                                                                                                                                                              

                                                                   
                                       



                                                                                                   


8 komentarzy:

  1. Mamolova znowu dałam się wciągnąć w Twoją fantastyczna grę słów 😂 przyznam że sama chętnie korzystałam z tego rodzaju wejściówek z ochtą😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy potrzebuje chwili relaksu dla siebie :) Dobrze jest dogadać się z mężem i podzielić obowiązkami dotyczącymi dzieci, by każde z rodziców mogło mieć czas dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł, ja mam to szczęście, że mąż bardzo pomaga 😀

      Usuń
  3. Bardzo zabawna jest ta grafika na początku Twojego wpisu, ale dziecko nie wygląda na zadowolone. :) <3

    Darmowy bilet do strefy relaksu to prezent, o jakim ja sama marzę.

    Uważam, że każdy tata powinien poświęcać swoim dzieciom dokładnie tyle czasu, ile poświęca im mama.

    Polecam Ci blog mojej ulubionej blogerki, który może Ci pomóc w codziennych stresach. :) Poczytaj: http://www.nishka.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję;) Chętnie zajrzę. Najważniejsze, to znaleźć
      w tym wszystkim złoty środek ;)

      Usuń
    2. Dokładnie! Złoty środek we wszystkim jest niezastąpiony. :)

      Usuń

Dziękuję 😘 Każdy komentarz jest dla mnie niezwykłą motywacją 😉