Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

POCZĄTKI MACIERZYŃSTWA-HISTORIA ALICJI cz.2


 CZĘŚĆ PIERWSZA TUTAJ ;););)

Starając się o drugie dziecko, rodzice napotkali się na pewne trudności. Kiedy już się udało, mama czuła się fatalnie. Mdłości, nie tylko poranne, ale niekiedy całodniowe, towarzyszyły jej do dwudziestego tygodnia ciąży. Do tego silna anemia, niepokojące bóle brzucha, żylaki, zasłabnięcia, a na koniec ciężka infekcja bakteryjna zabrały cały epos tego wspaniałego okresu. Do tego dochodziło zmęczenie psychiczne i ciągły niepokój o maleństwo. Długo by tu opowiadać...

Jakby nie było, mama już nie czyta książek wspomnianych w części nr 1. Nawet na nie nie patrzy, po pierwsze na nic się nie przydały, po drugie przecież wszystko wie. Podobnie ze szkołą rodzenia. Tym razem wszelką wiedzę zamierza czerpać z własnego doświadczenia. Kobieta umie zorganizować wyprawkę dla siebie i maleństwa. Tym razem szykuje wszystko pod koniec ciąży, kupuje tylko niezbędne rzeczy. Wie, że po porodzie też można wyjść z domu i żadne trzęsienie ziemi nie zmiecie sklepów z powierzchni globu. Ponadto ma dużo rzeczy po starszaku.

Mama postanawia, że będzie karmić do roku, albo nawet dłużej. Tym razem odda się całkowicie  macierzyństwu. Może pozwolić sobie na dłuższy urlop, nie ma egzaminów i żadnych zobowiązań.  Pierworodny pójdzie do przedszkola, a o ona może cieszyć się spacerami, pierwszymi uśmiechami i sukcesami drugiej latorośli. Będą razem odpoczywać i wpatrywać się w sobie w oczy, bo teraz mama nie ma większych spraw na głowie. Naiwna, oj naiwna.
Niestety zapomniała o tym...,że życie lubi nieść różne niespodzianki....Ale o tym za chwilę.

Drugie cięcie cesarskie ją nie przerażało, wiedziała co ją czeka. Tak na prawdę wszystko było w rękach lekarza. Dziecko urodziło się całe i zdrowe. I co ciekawe ważyło 3850 g i mierzyło 57 cm ( dokładnie tyle, co pierwszy synek). Tym razem mama mogła przytulić się policzkiem do swojego malucha i dać mu powitalnego buziaka. To było coś magicznego, czego zabrakło cztery lata temu. Opieka poporodowa była fantastyczna. Położne to anioły nie ludzie. Mama zastanawia się, czy to ten sam szpital, w którym na świat przyszło jej pierwsze dziecko??? Czy coś może zmienił fakt, że jej doktor prowadzący był kierownikiem tego oddziału;););) Nieważne, nie było na co narzekać. Dziecię od razu chwyciło pierś i ssało jakby robiło to od zawsze. Kochała od pierwszego wejrzenia. Początki karmienia przeżyła zaciskając zęby, bowiem wiedziała, że to co trudne to tylko okres przejściowy. Po powrocie do domu radziła sobie z bólem i obowiązkami przy noworodku. Idąc za ciosem, kupiła album dziecka i ambitnie podeszła do planu opisywania jego niemowlęcych osiągnięć. Jednak tym razem wybrała publikację z mniejszą ilością miejsca do zapisania ;) Oszukiwała samą siebie,że zrobiła to przez roztrzepanie i z powodu nieuwagi. Tym razem jednak nie analizowała  kupek, zupek, kolejności wyrzynających się zębów. Informacje zapisane w albumie były uogólnione. Czas pędził zbyt szybko. Chciała, żeby się zatrzymał. Wcale nie czekała, aby dziecko zaczęło siadać, raczkować i chodzić. Zdawała sobie sprawę, że dzień, który minął już się nie powtórzy. Wdychała zapach noworodka, tuliła, pieściła, łapała chwilę. Dziecko wyczuwało bliskość i nastrój matki, nie miało kolki, było grzeczne i spokojne. Ona nie panikowała....  Jednak zapomniała..... O jednym zapomniała.....,że los bywa nieprzewidywalny.

Jak na złość starszak zaczął znosić z przedszkola różne choroby. Pierwszy rok nie chorował, teraz nie choruje, ale akurat wtedy, gdy wszystko miało siać się idealne, łapał najgorsze paskudztwa.  Rotawirus, zapalenie płuc, okrutna grypa, ospa. To te najgorsze. To ciągnęło się bez przerwy, od połowy grudnia do połowy czerwca. Non stop. Oprócz wstawania do karmienia, mama wstawała, aby zmienić pościel, aby podać syrop, zmierzyć gorączkę, przytulić dziecko, które teraz bardzo chciało się cieszyć swoim nowo narodzonym bratem, a nie leżeć chore w łóżku. Kobieta robiła się coraz bardziej wyczerpana, ale tłumaczyła sobie, że każda choroba kiedyś się skończy, wszystko co złe w końcu kiedyś mija. Niestety to była cisza przed burzą. Cała uwaga skupiła się na starszym dziecku. Kiedy malutki spał, ona szybko biegła do drugiego pokoju pobyć z czterolatkiem. I tak wkoło, wkoło, wkoło. Oczywiście, chcąc nie chcąc maleństwo, co chwila też coś łapało. W gratisie nasza Bohaterka dostała od losu odciąganie kataru z małego noska oraz inhalacje. A wykonanie tych czynności u wierzgającego się niemowlaka wcale nie jest takie proste jak to się może wydawać. Rosła frustracja. Zamiast  upragnionych spacerów i patrzenia sobie w oczy mama była zamknięta w czterech ścianach w domowym szpitalu, a jej największym marzeniem było schowanie do szafy odkurzacza, do którego na stałe już podłączony był aspirator. Ospa  u małego, to była prawdziwa szkoła przetrwania, zakończona ostrym zapaleniem oskrzeli.

Przebywając w takim środowisku, będąc kobietą  po porodzie, o osłabionej odporności cudem by było, gdyby nie dopadło i jej. Zaczęło się od wysokiej gorączki, okropnych bóli mięśniowych i totalnego braku sił, to było nie do opisania. Mama od początku wiedziała, że coś jest nie tak. Jednak na wizytach lekarskich z racji tego, że karmiła dostawała syrop malinowy i paracetamol na zbicie temperatury. I do widzenia. Nikt nie będzie ryzykował. Doktor mówił, że to grypa, na którą tak na prawdę nie ma lekarstwa. Trzeba dużo odpoczywać i leżeć w łóżku. Pytam jak, no jak, jak to zrobić przy dwójce dzieci, które też nie są zdrowe. Po zjedzeniu 50 tabletek zleconego leku po którym gorączka praktycznie nie spadała i zauważeniu zielonych kup u dziecka mama w asyście Pana Męża wróciła z powrotem do lekarza. Sama nie miała na to sił. Gorączkowała już 18 dni. Ostatecznie wylądowała w szpitalu z podejrzeniem zatoru płucnego lub gruźlicy. RTG płuc wykazał bowiem niespecyficzne, niepokojące zmiany. Ostatecznie stwierdzono, że to masywne zapalenie płuc. Pierwszy antybiotyk nie działa, drugiego zabrakło w szpitalu, na trzeci matka reaguje biegunką i uczuleniem. Lekarz prowadzący nie do końca wie co robić. A zmiany zapalne się rozprzestrzeniają , kobieta ma problem z oddychaniem. Doktor stwierdza ostrą niewydolność oddechową. W końcu kombinacja dwóch połączonych lekarstw sprawia, że temperatura spada. Czwartego dnia od podania. Jednak to wszystko nie było najgorsze...


W szpitalu nie była sama.... Były z nią dwa baniaki pełne mleka, które zaraz zamieniły się w przeraźliwe zapalenie. Pomiędzy kroplówkami pacjentka ściągała pokarm. Była przerażona. Tęskniła za trzymiesięcznym maleństwem, tak bardzo tęskniła. I tak bardzo się bała. Ze względu na przyjmowane leki oraz całkowite wycieńczenie organizmu, nie mogła już wrócić do karmienia.Wylewała pokarm podczas, gdy obok niej dziecko dostawało butelkę z mm, po którym dostało mega uczulenia. Gdy słyszała jego płacz, pokarm znowu nabierał, nabierał i nabierał. Ta historia jest bardzo  długaaaa i przedstawiona w wieeeelkim skrócie.....i to nie jest niestety jej koniec.... później było o wiele gorzej.... ale ona nie chce do tego wracać. Może kiedyś, gdy będzie gotowa. Niestety ta choroba i to co było potem, na kilka miesięcy wyłączyło ją z takiego macierzyństwa jakie sobie wyobraziła. To był dla niej bardzo ciężki czas. Dopiero teraz, po roku wraca wszystko do normy, ale jest gdzieś żal i brak tej niesamowitej bliskości, którą stworzyła z pierwszym dzieckiem. Wszystko byłoby idealne, gdyby w pierwszej ciąży miała taką świadomość jak w drugiej, a w drugiej jakby sytuacja po porodzie była choćby jak w pierwszej. Teraz nadrabia stracony czas i jest świetnie choć mały Cudak ma w sercu głownie tatę. To on karmił, on wstawał w nocy, on był na tamten trudny czas matką. Mama jest o ich bliskość bardzo zazdrosna, uważa, że to ona powinna być numerem jeden.  A sam zainteresowany  rozwija się świetnie, przesypia noce, ma dobry apetyt, ząbkowanie przeszedł bezboleśnie, jest radosny, mądry i szczęśliwy. Mam nadzieję, że kiedyś zbudujemy świetną relację. Jesteśmy na dobrej drodze...


 P.S. Podziwiam mamy, które walczą o zdrowie i życie swoich dzieci i kursują pomiędzy domem, a szpitalem, niekiedy setki kilometrów albo czuwają nad nimi na oddziale. Co by nie było. Wielki szacunek dla mam wcześniaków i kobiet w ciążach mmnogich. Chapeau bas dla matek samotnych. Czasem zakręty życia, zmęczenie, niespodziewane komplikacje lub kłopoty przysłaniają nam chwile, które powinny być najpiękniejsze. Za wiele więc nie planujmy,  po prostu głęboko wierzmy, że będzie dobrze...



Mamolova



                                     
 Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie. 
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku.
Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania.                                                                                                                   



19 komentarzy:

  1. No nie ma lekko. Powodzenia!
    PS. Błagam, nie spolszczaj "Chapeau bas", nie ma takiej formy, jakiej użyłaś w tekście.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za cenną uwagę. Już poprawiam. Pozdrawiam 😘

      Usuń
  2. Podziwiam Matki - ja, mimo wieku prawie lat 30, wciąż nie potrafię zdecydować się na macierzyństwo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bycie Matką to praca na 24/7. Podziwiam kobiety, które się nie poddają i potrafią być świetnymi mamami :) I mężczyzn, którzy im pomagają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama nigdy się nie poddaje 😘😘😘Pozdrawiam kochana.

      Usuń
  4. Jejku, cieżko to się czytało... Zapewne dlatego, ze sama mam w domu takiego maluszka i wiem, jak okropne byłoby dla mnie rozdzielenie nas, brak tego karmienia, konieczność skupienia sie na sobie a nie na nim... To jest ogromny ciężar, już nie wyliczając, co bylo najgorsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to nie był łatwy tekst również dla mnie. Zapraszam do lektury pozostałych. Zapewniona dawka humoru 😘pozdrawiam mamę i maleństwo 😘

      Usuń
  5. Piękny, rozczulający tekst. Ja jeszcze maleństwa nie mam, ale wiem jak mi ciężko rozstać się z moim małym pupilem, a co dopiero własnym dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście były osoby, które pomogły przetrwać ten ciężki czas. Teraz musi być tylko lepiej 😊. Buziaczki 😊😘😊😘

      Usuń
  6. Ja mam jedną córkę i sądzę że dla mnie to na tyle. Wiadomo nie ma co sie zarzekac ale jak narazie nie dziękuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jeśli przyjdzie na to pora, na pewno to poczujesz 😊 Pozdrawiam 😘

      Usuń
  7. Na razie mam jednego łobuza, czy na więcej się zdecyduję? Nie wiem :D Ale podziwiam mamy, które mają dwa i więcej bąblów, bo to nie lekkie zajęcie :)
    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Tylko mama zrozumie mamę. Pozdrawiam 😍

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wszystko przyjdzie czas . Pozdrawiam 😘

      Usuń
    2. Na pewno przyjdzie na to czas. Pozdrawiam 😘

      Usuń
  9. Początki rodzicielstwa są mega trudne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudne,a jednocześnie cudowne i wyjątkowe 😘

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję 😘 Każdy komentarz jest dla mnie niezwykłą motywacją 😉