Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

WIOSNA, ACH TO TY....

                                             

20 marca 2019 - Pierwszy dzień astronomicznej wiosny.

Podczas dzisiejszego spaceru z Cudakami poczułam jej delikatny powiew i wyjątkowy zapach. Albo mi się tylko zdawało.
Pomimo tego, iż mój starszak stwierdził, że Pani Wiosna ciągle walczy z Panią Zimą, a mi bez czapki  przeraźliwie zmarzła głowa, to nie zmienimy faktu, że wiosna jest już wśród nas. 
Nieśmiało, powoli, ale przyszła, aby za kilka tygodni z impetem pokazać na co ją stać. Serdecznie życzę tego jej i sobie.

Rozochocona  siedemnastostopniową niedzielą postanowiłam dziś wyciągnąć z szafki moją ulubioną wiosenną sukienkę... Założę ją, mój chłopak zaprosi mnie na randkę. Przyjedzie po mnie swoją furą , włączymy głośną muzykę, uchylimy szybę, poczuję wiatr we włosach...

UPSSSS.....................................................................................................................................................

Tak, wiem. Spacer z Cudakami. Cudaki to moje dzieci. Mam dwoje dzieci i męża. Dzieci i męża. Przywołuję się do porządku... Na czym ja skończyłam??? Już wiem. Na sukience.
Przymierzam i nie wiem co się stało, coś ciasno, chyba się skurczyła. Podobnie jak moje, wyciągnięte z tyłu szafki cygaretki i aladynki. Wszystko, co do joty skurczyło się o jeden rozmiar. Nie wiem jak to mogło się stać. Przecież chodzę na siłownię....tzn chodziłam... tzn byłam kilka razy...tzn chodzę... no przecież chodzę.... no chodzę opłacić ten cholerny karnet. No, ale zumby raz w tygodniu nie odpuszczam. Jak bum cyk cyk. Daję słowo. Pan Mąż świadkiem.

W tych wygrzebanych  z dna szafki ciuchach czuję się jak niedźwiedzica. Ogromna, owłosiona niedźwiedzica (czytaj: muszę schudnąć i ogolić nogi).

A tak właściwie...czy niedźwiedzie nie zapadają w sen zimowy, tudzież się nie hibernują? Jak zwą tak zwą. To byłoby dla mnie świetne rozwiązanie. I dla Pana Męża. Nie musiałby wydawać pieniędzy na kawę dla swojej ciągle śpiącej żony... i na nowe wiosenne ubrania w odpowiednim rozmiarze.

Próbując wyjaśnić sprawę zbyt ciasnych fatałaszków, wyciągam spod komody wagę. Zdmuchuję z niej warstwę kurzu, po czym na nią wchodzę. Niemożliwe. To jest niemożliwe. Z wagą jak z samochodem. Nieużywana szybko się psuje. Pan Mąż musi kupić nową. Być może to wina baterii. W końcu były w wadze kilka dobrych miesięcy. Przecież to na pewno nie przez frytki i czekoladę, które chłonęłam zimowymi wieczorami, a czasem nocami, kiedy małe Cudaki usnęły. Chciałam zmniejszyć prawdopodobieństwo usłyszenia wyrażeń mogę trochę??? albo da da da!!!.  To logiczne, że nie mogę uczyć moich dzieci podjadania. Prawdziwa matka jest zdolna do najgorszych poświęceń, a ja taką jestem.

No nic... przyszła wiosna... do lata jeszcze kilka miesięcy. Jak dobrze się postaram to w kostium kąpielowy się wcisnę. Z utęsknieniem czekam, aż pierwsze promienie słońca wpadną przez moje okno. To znaczy będą chciały wpaść. Mam nadzieję, że się zapowiedzą, żebym mogła pogonić z nich tę warstwę, tę zimową warstwę, no wiecie taką szarą warstwę... no dobra nie myłam okien całą zimę. Eureka!!!  Może to dlatego jest tak ponuro i smutno.

Po doprowadzeniu moich okien do  idealnego  prawie idealnego stanu, będę czekać na pierwsze muśnięcie wiosennego słońca. Wreszcie będzie power, moc i energia...

...szczególnie wtedy, gdy światło skupi się na moich kuchennych szafkach i blatach, o które w zimę przecież dbałam, przecierałam, sprzątałam. Hmm. Może wraz z nadejściem wiosny poprawił mi się wzrok. Ale czy to możliwe, że tak jest co roku?

Zaraz, zaraz, tym razem będzie inaczej. Przecież właśnie mam remont. Jeszcze nie wiem czy moje zdrowie psychiczne pozwoli mi dotrwać do lata, ale wiem jedno: mycie okien na razie odpada i mebli kuchennych też:) Meblom mówię Adios, a  Pani Wiośnie Hello (warto jednak jest uczyć się  języków obcych,  nie wiadomo, co kiedy przyda się w życiu).

Witaj wiosno 2019, witaj kochana...


Niedługo przywitam Cię praniem wywieszonym na balkonie. Uwielbiam zapach moich ubrań, które wysuszył wiosenny wiatr. Nie ważne, że są za małe. Zima choć łagodna jest tak okrutna, że nie pozwala mi na takie szaleństwa. Ciuchy mojej rodziny muszą się ściskać i schną wszędzie. W kuchni, w pokoju moim i Pana Męża, w pokoju dzieci oraz w łazience. Pewnie suszyłyby się i w przedpokoju, ale jest za wąski. Oooooo. No tak. Już wiadomo czemu się skurczyły. Było im za ciasno, musiały się kulić. Ok, wszystko jest ok. Frytki i czekolada zostały uniewinnione.

Wiosna, kocham wiosnę, kwitnące kwiaty, pełno zieleni.... nie mogę się doczekać...nie mogę...nie mogę... nie mogę się doczekać ... wizyty u  mojej pani alergolog. Niestety mam uczulenie na topolę, wierzbę, brzozę i parę innych. Kicham, mam czerwony oczy, ale bardzo kocham, nadal kocham wiosnę, kocham booo..... po niej przychodzi moje upragnione lato.

Podekscytowana tym, że na kalendarzu widnieje data 20 marca schowam zimowe czapki, kurtki i kozaki. Wyniosę je do piwnicy podśpiewując: Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty.... Gdybym nie była matką wkopałabym pudło z zimową zawartością z półobrotu jak Chuck Norris, ale zrobię to jak Bóg przykazał. Ze względu, że piwnica ma gdzieś sześć metrów kwadratowych powierzchni, wyciągam całą jej zawartość, wkładam pudło, a potem z powrotem wkładam to, co wyjęłam.

Wreszcie założymy wiosenne kurtki i jak ludzie wyjdziemy z domu. Nigdzie się nie spóźnimy, bo nie będziemy w ostatniej chwili szukać swoich rękawic, które zazwyczaj są zdekompletowane.

Oglądam prognozę pogody. Zagapiłam się na przystojnego pana prezentera. Nagle słyszę, że jutro ma być dwanaście stopni. Pojutrze cieplej, potem piękny weekend, potem znów zimno, za tydzień cztery stopnie na plusie. Ach, nie mogą się zdecydować. Jedynym pozytywem jest ten plus (zawsze lepszy niż minus).

A jak niespodziewanie spadnie śnieg??? Dobrze pamiętam, że kilka lat temu padał w maju. A do maja jeszcze daleko. Sanki już dawno na strychu u teściowej, a na przedpokoju stoi rower i hulajnoga. Chyba się zagalopowałam. Choć konia nie posiadam.

Wstaje z kanapy i wracam po pudło. Co mnie pokusiło, żeby wepchać go na sam koniec? Po kilkunastu minutach szarpaniny mam. Aż zrobiło mi się gorąco. Oooo, może jest jednak dwadzieścia siedem?

A teraz całkiem poważnie. Witaj wiosno. Cieszę się, że jesteś. Jesień i zima to dla mnie prawdziwa szkoła przetrwania. I choć wszyscy straszą już przesileniem wiosennym, to ja się nie boję. Wiosną też można wypić trzy kawy na dzień. Nie mogę się doczekać, aż zamknę za sobą drzwi mieszkania, zapomnę o tym co mam w nim do zrobienia i pójdę na długi spacer z dziećmi, bo dzień nie będzie kończył się o 16.00. Popatrzę jak moje dzieci zbierają kwiaty, grają w piłkę i jeżdżą na rowerze. Jak bawią się w drewnianym domku zbudowanym przez Pana Męża na podwórku u teściów (przy okazji Pan Mąż obrośnie w piórka, bo znów pochwalę jego pracę). Przygotuję z dziećmi zupę z trawy i lody z piasku, a później zjemy pierwszą kiełbaskę z grilla. Już taką prawdziwą. W myślach organizuje już rowerowy wypad za miasto. Nie mogę się doczekać wspólnych, rodzinnych wycieczek, kiedy jesteśmy wszyscy razem. To coś, co kochamy. Nareszcie zacznę żyć...

 Witaj wiosno. Rozkwitaj. Jesteś mi potrzebna...

                                                                                                                                         Mamolova



Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie. 
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku.
Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania. 






6 komentarzy:

  1. Super tekst, uwielbiam czytać Twojego bloga. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję😘serdecznie zapraszam do dalszej lektury 😘

      Usuń
  2. Ahhh, wiosna, czy może być coś piękniejszego? Uwielbiam budzącą się do życia przyrodę <3
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję 😘 Każdy komentarz jest dla mnie niezwykłą motywacją 😉