Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

PRZEDŚWIĄTECZNY SPISEK


Wczorajszej nocy kolejny raz wyczułam spisek. Ktoś knuje przeciwko mnie. Nawet w Wielki Tydzień, kiedy świątecznych przygotowań trzeba szukać w lesie.W przypadki nie wierzę. I to nie jest jedna osoba. Jest ich dwie. A raczej dwóch. Jeden sięga mi za kolana, a drugi pod cycki. Zastanawiam się jak oni to robią.
Wczoraj około dwudziestej trzeciej, gdy właśnie postanowiłam położyć się w łóżku  (pomiędzy Panem Mężem, a tym spod cycków), ten z nad kolan postanowił się obudzić. A dokładniej mówiąc postanowił obudzić go męczący suchy kaszel. Cudak próbował zwalczyć go płaczem, jednak nie chciał odpuścić. Dusił, dusił i dusił. Ja tuliłam, śpiewałam, jak mantra powtarzałam....już dobrze, dobrze, dobrze. Nie wiem, kogo bardziej pocieszałam. Siebie czy synka. Mały chwilowo zasypiał. Po cichu, z dumą odłożyłam go do łóżeczka. Odeszłam krok. Za chwilę znów. Kaszel, płacz, tulenie, śpiewanie, bujanie. Łóżeczko. Tak jeszcze kilka razy. Koło północy doznałam cudownego olśnienia.  Nie na darmo w dzieciństwie wierzyłam, że to godzina duchów. Na półce, na wysokości mojej głowy stoi syrop....syrop....syrop. Zalecony przez panią doktor na  takie nocne wypadki. Wcisnęłam w moje dziecię łyżeczkę specyfiku. Maluch za chwilę się uspokoił, uśmiechnął i zasnął. Szczęśliwa, że już po wszystkim postanowiłam wtrynić swój tyłek w wygrzane przez starszaka miejsce. Jednak skóra i kości też mogą grzać. Przerzuciłam ten mój kochany szkielet na poduszkę obok, przykryłam się kołdrą i błogo położyłam głowę na jaśku, gdy nagle mój starszy syn usiadł jak zjawa i głośno krzyknął mamoooo wody!!!, z drugiej strony usłyszałam równe głośne ha ha ha !!! Pana Męża. I ty Brutusie przeciwko mnie!!! mówię, a raczej sączę przez zaciśnięte zęby, aby nie obudzić Olinka. Ale myślę zupełnie co innego. Chyba wiecie co. Ale wstaję. No cóż. Kto jak nie ja.Wstaję i przemierzam przez ciemny przedpokój moich teściów. Wstyd się przyznać, ale nie wiem gdzie zapala się światło. No....nie wiem. To co, że przyjeżdżam tu od 15 lat. Po prostu nigdy nie potrzebowałam palić tu światła. Wchodzę do kuchni. Dzięki Bogu włącznik do światła wymacuję tu doskonałe. Zapalam go, ale nie widzę butelki z wodą. Wlewam z czajnika jakieś reszki. Jest tak pół szklanki. Jak to mówią optymiści, przecież taka szklanka jest pełna do połowy. Dziś będę optymistką myślę. Idę z nadzieją, że Cudakowi starszakowi to wystarczy. Uff starcza. Choć pyta, co to za woda?Nie chcę wiedzieć dlaczego. Odwracam się, aby odstawić pustą szklankę na stolik, a tam jak żywa stoi butelka mineralnej. No tak, sama ją tu przyniosłam. Teraz sobie przypominam.

No nic. Wreszcie możemy iść spać. Wreszcie ułożę w głowie plan. Ostatnie przedświąteczne zakupy, porządki, gotowanie, pieczenie. Ale nagle syn przerywa moje myśli i krzyczy: chcę siusiu. Ooooo. Na korytarzu nie ma światła. Ale osiągamy cel, załatwiamy potrzebę i kładziemy się do łóżka. Mojego syna nagle coś swędzi, boli, gryzie. Ale to nic. Nagle zadaje pytanie: Czy tych dwóch Panów, co wisiało ma krzyżu z Panem Jezuskiem też zmartwychwstało? No tak, w tym całym zamieszaniu zapomniałam o tym najważniejszym. Podejmuję, więc ważny temat. Nic się nie dzieje, że tak późno. Nie wiem czy coś zrozumiał, bo po pół godzinnym monologu zauważyłam, że smacznie sobie śpi. Cóż,  nadrobimy przy malowaniu pisanek. No śpi. Ale co z tego? Czy zespół niespokojnych nóg może dotykać sześciolatka???


O nie moi drodzy...to nie koniec...
Przebudza się Olek...


Czy to nie jest spisek, jakiś układ przeciwko mnie, matce. Jak w zegarku. Ten zasypia, a tamten się budzi.
Chociaż...jak marudzą albo demolują mieszkanie w tym samym czasie to  też myślę, że to ukartowali, że są złośliwi, że nie mają litości. Spiskują przy jedzeniu, gdy młodszy chce jeść sam (czytaj: rozmazywać jedzenie na stole, na mnie i na sobie), a starszy chce być karmiony, bo coś mu tam lata, fruwa czy przeszkadza.
Spiskują, prowokują moje matczyne serce.
Kiedy się przytulają, kiedy jeden sprawia, że drugi śmieje się wniebogłosy, kiedy patrzą na siebie z miłością, kiedy idą za rękę, kiedy bawią się razem.


Moje macierzyństwo to jeden wielki spisek. A ja w nim siedzę po uszy. Spisek, który jak sinusoida, tworzy fale na moim sercu. Moje dzieci wzbudzają we mnie emocje o jakich istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Dobre i złe. Jednak, gdy na nich patrzę wiem, że są częścią mnie. I nie chcę nic więcej, jak tylko szczęścia tych małych spiskowców. Teraz i na zawsze. Nie będę się bronić. Poddaje się. Biorę to wszystko na klatę.Chcę tkwić w tym układzie, chorym układzie, chorym z miłości. 
Chcę wstawać w nocy, podawać co potrzeba, iść po omacku, upadać się i podnosić. Choćby babka, mazurek i świąteczny barszcz, miały się zrobić po kolejnej nieprzespanej nocy. Chcę być Mamą. Tylko ich Mamą.


                                                     Mamolova

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.




12 komentarzy:

  1. Ale ślicznie razem wyglądacie♥
    Masz fajny styl pisania! Pozdrawiam Darriska

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję. Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepięknie to kochana opisałaś! Czuć, że masz w sobie tyle podkładów miłości do tych dwóch przystojniaków! <3 Coś pięknego.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe ale się uśmiałam czytając Twojego bloga :) też jestem mamą narazie mam jednego Jasia ale jak ja Cię rozumiem haha będę tu zaglądać zapraszam również i do mnie :) https://gdziejestsmoczek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super,że udało się pośmiać.Ale masz fajny tytuł bloga, taki życiowy. Dobrze, że etap smoczka już za mną :-)

      Usuń
  5. WOW! Jesteście tacy piękni! Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym razem muszę przyznać że to na bank była zorganizowana akcja...jeden po drugim jak na komendę... Jak się cieszę że mój najmłodszy skarb sam je, śpi i w nocy rzadko rozrabia. Jesteś dzielna-szcun mamuśka!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję 😘 Każdy komentarz jest dla mnie niezwykłą motywacją 😉