Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

DZIEŃ ( Z ŻYCIA ) DZIECKA


Pierwszy dzień czerwca. Zupełnie nie wiem, co to znaczy, ale obiło mi się tak o uszy. Podsłuchałem też, że to jest mój dzień....no bo jest Dzień Dziecka, a ludzie, z którymi mieszkam często do mnie mówią Dziecko, co Ty wyprawiasz.... Dlatego piszę dziś do Was ja, a nie ta Pani, która się tak cieszy kiedy nazywam ją Mamą... 


Mnie Mama nazywa tu Cudakiem 2. Tak na prawdę mam jakieś prawdziwe, długie imię, ale zupełnie nie mogę go zapamiętać. Moi rodzice chyba też nie, bo mówią na mnie Olek albo Synku. Są okropnie niezdecydowani. Jak już wspomniałem mieszkam z Mamą, Tatą i chłopcem, do którego rodzice też mówią Synku, choć on nazywa mnie Bratem. 


Strasznie to skomplikowane...


Ten Brat nie pozwala mi się bawić niektórymi zabawkami i bardzo mnie to denerwuje. Ja tylko chcę być taki jak on. Rodzice często mówią, że są z niego dumni, bo jest taki samodzielny, a gdy ja chcę coś zrobić sam, na przykład zjeść obiadek, to mnie karmią. I wtedy Mama mówi leci samolocik, choć ja widzę tylko zwykłą łyżkę. 


Wracając do tego chłopca, z którym dzielę pokój, to chciałem wyznać, że pomimo wszystko bardzo go kocham. Kiedyś powiedział, że nie da mnie skrzywdzić. Możecie wyobrazić sobie jacy rodzice wtedy byli z niego zadowoleni. Tak, pragnę być takim jak on.


Ogólnie mam klawe życie. Choć czasem zupełnie nikt mnie nie rozumie.

Na przykład, kiedy budzę się rano, nie mogę wyjść z łóżeczka i płaczę, bo zazwyczaj cała moja rodzina śpi. Najczęściej jednak w domu jest tylko Mama, bo Tata i Brat gdzieś wyszli. Swoją drogą nie mam pojęcia gdzie oni chodzą, ale czasem wracają jak ja już układam się do snu. A właśnie, może ktoś z Was wie, co to jest praca albo przedszkole? Nie ważne. Jeżeli już ktoś zlituje się i wyjmie mnie z tego dziwnego mebla, to zastanawiam się, co dostanę dobrego do jedzenia, a wtedy Mama postanawia mnie przewinąć. No i katastrofa gotowa. Ja uciekam, Mama mnie goni, co w gruncie rzeczy jest całkiem śmieszne. Moja Mamusia jest cała bardzo śmieszna. Na przykład ma na nosie takie dziwne szkiełka i okropnie się denerwuje, kiedy jej je zabieram, a przecież tak fajnie się je wygina i ślini. Kiedyś jedne jej połamałem i mama była zła, ale wystarczy, że się uśmiechnąłem i jej zupełnie przeszło. Jeszcze dała mi do tego buziaka i powiedziała, że jestem słodziakiem. Teraz zawsze korzystam z tej sztuczki, kiedy coś zbroję. Aktualnie czatuję na te nowe szkiełka Mamy. 

Ale ta mama jest zabawna...Czasem udaje odgłosy wszystkich zwierząt świata, żeby poprawić mi humor. Jednak są takie dni, kiedy nic nie pomaga, bo rosną mi zęby albo boli brzuszek i nie umiem nikomu o tym powiedzieć. Jedyną ulgę przynosi mi mocne ugryzienie czegoś, a najlepiej kogoś, ale w mojej rodzinie nie jest to za mile widziane. Wszyscy wtedy jednym głosem stwierdzają, że jestem niegrzeczny. To chyba niedobrze, co?


Mama często mówi, że idzie na zakupy kupić wreszcie coś dla siebie, a potem wraca z toną ubrań dla mnie i dla tego starszego. Zgadzam się z Tatą, od którego kiedyś usłyszałem, że kobiety ciężko zrozumieć...


Nie lubię jak Mama znika. Idzie czasami do pomieszczenia, do którego nie chce mnie zabrać, mówi wtedy, że ona nie nosi pieluszki. To wydaje mi się dziwne, bo kiedy ja się kapię, to ona jest tam ze mną cały czas i już jej to nie przeszkadza.  


Pomimo tego, że staram się dominować, to jestem całkowicie zależny od moich rodziców. Gdyby chociaż opakowanie z moją kaszką wkładali do półki pod zlewem, a nie nad nim, to jakoś bym jeszcze sobie poradził. A oni znikają i już, a jak zacznie mi burczeć w brzuszku? Choć kiedyś wyjąłem jogurt z lodówki, zrobiłem w nim dziurkę paluszkiem i całkiem się najadłem. Próbowałem też płatków owsianych na surowo, ale to nie to samo, co zupka Mamy.


Po śniadanku często chodzimy z Mamą do parku. Są tam koko, choć Mama uparcie twierdzi, że to kwakwa. Niech jej będzie. Byle pozwoliła mi wyjść z wózka i złapać jakiegoś pieska za ogon. 


Nie lubię, gdy rodzice znikają. Szczególnie, jeśli chce mi się spać. Nie umiem sam zasnąć, ale tak bardzo lubię ten wieczorny czas. Nie słyszę za chwilkę, zaraz, poczekaj. Kiedy już prawie odpływam w krainę snu wpadam na pomysł, że jak już Mama albo Tata jest ze mną, to może się w coś pobawimy. Otwieram oczy i uciekam...

Uwielbiam uciekać, szczególnie jak chcą mnie przebrać albo przewinąć. Uwielbiam jak mnie łaskoczą, uwielbiam jak mnie przytulają i całują, jak bawimy się w akuku.

Dorośli są śmieszni, niby tacy duzi, ale ciągle siedzą z jakąś zabawką w ręce...Też chcę się tym pobawić, tam są jakieś światełka, literki, obrazki. Widziałem nawet u Mamy zdjęcie moje i Brata. Jednak oni mówią, że mam swoje rzeczy. Ale ja już wszystko widziałem i ciągle szukam nowych wrażeń. Raz dorwałem ten... jak oni mówią telefon... i wrzuciłem do wanny z wodą. Haha, ale była draka. Mama miała taką śmieszną minę, taką jak wtedy, gdy wyrzucam z półki ubranka, które dopiero ułożyła. 


Czasami dorośli zadają mi różne pytania, ja na wszystkie odpowiadam Ne, bo inaczej jeszcze nie umiem, a oni i tak się cieszą. Nawet jak to nie ma sensu.

Każą mi pokazywać gdzie mam nosek, uszko, brzuszek i kiedy się nie pomylę są tacy weseli. 
Wszyscy mówią, że jestem taki malutki i słodziutki, nie wiem dlaczego. Przecież ostatnio Pani Doktor powiedziała, że mam dziewięćdziesiąt centymetrów i duży ze mnie chłopak. Ach, jaki ten świat jest czasem dziwny...

Są dni kiedy Mama stwierdza, że z nami nie wytrzyma..., ale ja wiem, że da radę, przecież nas bardzo kocha-słyszę to codziennie. Słyszę też, że oddałaby za mnie życie, że jestem jej spełnionym marzeniem i cudem, że jest ze mnie dumna i zrobi wszystko, abym był szczęśliwy... Ble, ble, ble... Dużo tego, ale niech tak już pozostanie...


Jeszcze jedno? Co to są prezenty? Bo słyszę jak Mama mówi do Taty, że czas nam je dać...


Dobrego Dnia Dziecka, sobie i wszystkim innym małym ludzikom życzy...

                            ...Cudak 2

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie miło mi i mojej mamie, jeśli go udostępnicie. Zapraszam na profil mojej mamy na Facebooku i Instagramie.






WASZE HISTORIE 1 - Dzień matki


Dziś publikuję materiał przygotowany przez moją zaprzyjaźnioną czytelniczkę. Olga (imię zostało zmienione) jest szczęśliwą żoną i mamą dwóch cudownych dziewczynek. Pomimo tego, dzień 26 maja to dla niej czas nie tylko pozytywnych wzruszeń.

" Obudzę się jak zwykle wcześnie rano. W tym roku Dzień Matki wypada w niedzielę. Wstaniemy, zjemy śniadanie, pójdziemy całą rodziną do kościoła. Przed wyjściem dostanę od dziewczynek laurki, które rysują po kryjomu od tygodnia. Złożą mi życzenia, dadzą kwiaty i czekoladki, powiedzą jakiś wierszyk albo zaśpiewają piosenkę. Marek (imię zostało zmienione), mój mąż zawsze dba, aby przygotowały się do tego dnia wyśmienicie. Po obiedzie pójdziemy na lody. Jestem szczęśliwa, że córki dają mi to czego nie mogłam ja dać swojej mamie. Moja mama zmarła kiedy miałam trzy lata, niespodziewanie. Pewnego dnia odprowadziła mnie do przedszkola i już jej nie zobaczyłam. W drodze do pracy zemdlała, zabrało ją pogotowie. Jednak już było za późno. Zanim dotarła do szpitala, odeszła od nas na zawsze.To był tętniak. Od tamtej pory mamę zastępował mi tata oraz w dużym stopniu babcia, bo ktoś przecież musiał pracować. Szczerze mówiąc mamę pamiętam jak przez mgłę, gdyby nie zdjęcia podejrzewam, że mogłabym nigdy nie wiedzieć jak wyglądała. Nie pamiętam jak dawałam kwiaty, czekoladki, rysunki. Pamiętam za to jak jak w przedszkolu podczas występów na Dzień Mamy tak bardzo mi jej brakowało. Na szczęście był tata i babcia. Tata często wspomina, że miałam na akademiach bardzo smutne oczy i, że zawsze zastanawiał się czy dobrze robi, że pozwala mi w mich uczestniczyć. Nie chciałam odstawać od innych. Ponoć bardzo zależało mi, aby tego dnia być ze swoją grupą. Nie rozumiałam jednak do końca, dlaczego mamy nie ma z nami. Ominęło nas tak wiele. Nie było Cię, gdy zaczęłam chodzić do szkoły, gdy szłam do Pierwszej Komunii, gdy przeżyłam zawód miłosny. Nie pobłogosławiłaś mnie w dniu ślubu, nie było Cię przy mnie, gdy na świat przychodziły Twoje wnuczki. Chciałabym przez chwilę położyć się na Twoich kolanach, jak małe dziecko.
Dziś do Ciebie nie zadzwonię, nie powiem Ci kocham cię i nie złożę Ci życzeń. Pojadę na cmentarz i postawię znicz. W myślach wygłoszę do Ciebie monolog, z nadzieją, że mnie słyszysz. Spojrzę na Twoje zdjęcie. Delikatnie się uśmiechasz. Tak bardzo mi Ciebie brakuję. Chciałabym usłyszeć, że jesteś ze mnie dumna, poczuć jak mnie przytulasz i trzymasz za rękę. Nigdy nie potrzebowałam Ciebie tak bardzo jak teraz, kiedy sama jestem mamą...Często myślę, co byś zrobiła na moim miejscu, czy kiedyś się spotkamy... Choć tata i babcia starali się jak mogli nie są w stanie zastąpić mi Ciebie..."

Komentarz do słów Olgi jest zbędny. 
Ja ją doskonalę rozumiem, bo sama zapalę znicz w ten wyjątkowy dzień. Już dwudziesty raz.
Pamiętajcie o swoich ukochanych mamach, nie tylko dziś...To pod ich sercem zaczęło się wasze życie.... a swoim dzieciom dajcie najlepsze wspomnienia...


                                                        Mamolova

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.




JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ



Rodziłaś przez cesarskie cięcie...jesteś złą matką. Poszłaś na łatwiznę. Cesarka to nie poród.
Nie karmisz piersią... jesteś złą matka. Twoje dziecko będzie chorować, nie będziesz w stanie utworzyć z nim wyjątkowej więzi i bliskości.
Nie wyparzasz butelek w sterylizatorze elektrycznym...jesteś złą matką. Przecież dziecko nabawi się jakiejś choroby. Zwykły garnek to średniowiecze.
Szczepisz dziecko...jesteś złą matką. Narażasz je na autyzm i inne powikłania poszczepienne
Nie pierzesz ubranek w proszku przeciwalergicznym...jesteś złą matką. Twoje dziecko przez Ciebie dostanie wysypki.
Dałaś dziecku smoczek...jesteś złą matką. Bo albo za wcześnie albo za długo. Wadę zgryzu masz jak w banku.
Nosisz dziecko na rękach...jesteś złą matką. Rozpuszczasz małego człowieka.
Karmisz dziecko daniami ze słoiczka... jesteś złą matką. Prawdziwy z Ciebie leń. Przecież ugotowanie świeżej zupki zajmuje chwilę.
Pozwalasz dziecku jeść słodycze... jesteś złą matką. To Twoim zadaniem jest wpoić mu zdrowe nawyki żywieniowe.
Dajesz dziecku tablet, żeby ogarnąć dom...jesteś złą matką. Do tego niezorganizowaną.
Pozwalasz dziecku oglądać z Tobą telewizję...jesteś złą matką. Powinniście czytać książki dla dzieci.
Dajesz dziecku do jedzenia parówkę z bułką...jesteś złą matką. Lepsze byłyby warzywa na parze.
Nie zakładasz dziecku czapeczki, gdy jest dwadzieścia stopni Celsjusza...jesteś złą matką...Przecież to nie dwadzieścia dwa.
Pozwalasz dziecku chodzić bez skarpet po zimnej podłodze...jesteś złą matką. Przez Ciebie dziecko nabawi się zapalenia płuc.
Zostawiasz dziecko u babci i wychodzisz z koleżanką na kawę...jesteś złą matką. Stawiasz swoje potrzeby nad potrzeby malucha.
Śpisz z dzieckiem w jednym łóżku...jesteś złą matką. A do tego złą żoną.
Wracasz do pracy niedługo po urodzeniu dziecka...jesteś złą matką. Uciekasz od macierzyństwa.                       
                                            itd...itp...
Rodziłaś naturalnie. I z czego się tak cieszysz...jesteś złą matką. A gdyby dziecko zaklinowało się w kanale rodnym?
Karmisz piersią ponad rok... jesteś złą matką. Przecież pokarm nie ma już wtedy żadnych właściwości odżywczych.
Wyparzasz butelki w sterylizatorze elektrycznym...jesteś złą matką. To przesada. W głowach się przewraca. Kiedyś to...
Nie szczepisz dziecka...jesteś złą matką. Narażasz je na masę chorób zakaźnych.
Pierzesz ubranka w proszku przeciwalergicznym...jesteś złą matką. To przesada. W głowach się przewraca. Kiedyś to...
Nie dajesz dziecku smoczka...jesteś złą matką. Nie dbasz o jego spokój.
Izolujesz dziecko, gdy płaczę...jesteś złą matką. Przez Ciebie będzie nerwowe.
Nie karmisz dziecka daniami ze słoiczka... jesteś zła matką. 
Te warzywa eko i tak są pryskane. 
Nie pozwalasz dziecku jeść słodyczy... jesteś złą matką. Zabierasz mu dzieciństwo.
Nie dajesz dziecku tabletu podczas ogarnianiua domu...jesteś złą matką. Nic nie zrobisz.
Nie pozwalasz oglądać dziecku z Tobą telewizji...jesteś złą matką. To też buduje więź.
Dajesz dziecku do jedzenia warzywa na parze...jesteś złą matka. Nie przesadzajmy. Dziecko powinno jeść wszystko.
Zakładasz dziecku czapeczkę, gdy jest dwadzieścia stopni Celsjusza...jesteś złą matką...Przecież to nie siedemnaście.
Nie pozwalasz dziecku chodzić bez skarpet po zimnej podłodze...jesteś złą matką. Kiedyś to się na boso po trawie biegało.
Nigdy nie zostawiasz dziecka u babci i nie wychodzisz z przyjaciółmi...jesteś złą matką. Nie dbasz o siebie.
Nie pozwalasz spać dziecku w Twoim łóżku...jesteś złą matką. Ono potrzebuje czułości.
Po urlopie macierzyńskim bierzesz urlop wychowawczy...jesteś złą matką. I do tego leniwą. Inne przecież jakoś sobie radzą.
                                               itd...itp...

 
Ja jestem złą matką...
Ty jesteś złą matką...
Wszystkie jesteśmy złymi matkami...
...ale tylko w opinii innych...

Zawsze znajdzie się ktoś, dla którego będzie za dużo, za mało, za bardzo, za trochę. Ktoś kto uważa, że zrobiłby lepiej. Nie musisz nikomu się tłumaczyć, bo każda z nas jest inna. Każda ma inną historię. Grunt to znaleźć we wszystkim złoty środek i robić swoje. Tylko matka wie, co jest najlepsze dla niej i jej dziecka. 


Jeśli chodzi o mnie: miałam dwie cesarki, Cudaka 1 karmiłam piersią dziesięć miesięcy, a Cudaka 2 tylko trzy. Przy obu synach używałam sterylizatora/ prałam w proszku przeciwalergicznym (przy Cudaku 2 wiele krócej). Obaj doili smoczka ( Cudajk 2 dłużej). Sczepiłam obydwu chłopców. Jednemu i drugiemu gotowałam ( także na parze), ale też wspomagałam się słoiczkami. Słodycze dawkuje, ale z rozsądkiem. Podobnie jest z telewizją. Tabletu nie posiadamy. Cudak 1 uwielbiał czapki, więc zazwyczaj jakąś miał.  Cudak 2, wręcz przeciwnie.Jeśli jest dwadzieścia stopni odpuszczam mu i chodzi bez. To samo ze skarpetami i podłogą. Od czasu do czasu zostawiam dzieci u babci i wychodzę z koleżanką na kawę. Potrzebne jest to mi, chłopcom i babci. Gdy Cudaki przychodzą do naszego łóżka, to ich nie wyganiam. Po pierwszym porodzie poszłam do pracy, gdy starszak miał dziesięć miesięcy, z młodszym postanowiłam zostać dłużej.
Nie wszystko jest zależne ode mnie, nie jestem doskonała, ale jestem najlepszą mamą jaką potrafię.


                                                                                                                              Mamolova

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.





                

BLOGOSFERA CANPOL BABIES

Kochani, muszę Wam wyznać sekret. Jestem szczęściarą. I tym razem nie chodzi o Cudaków, ani Pana Męża. Co prawda nie przyśniło mi się jeszcze nigdy sześć magicznych liczb, ale nie mogę powiedzieć, że nic nigdy nie wygrałam. Mam nawet na koncie motor i kamerę. Udało się i tym razem. Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie organizowanym przez Karolinę Moskalik na blogu www.wysmakowana.pl. Zadanie konkursowe polegało na umieszczeniu zdjęcia swojego dziecka z ulubionym kubeczkiem, talerzykiem lub miseczką. No cóż trudno się oprzeć takiemu urokowi...

NAGRODĄ  W KONKURSIE BYŁ ZESTAW JEDNEJ Z NAJLEPSZYCH WG MNIE MAREK WŚRÓD PRODUKTÓW DLA DZIECI -CANPOL BABIES 


Zestaw Jungle marki Canpol babies 

  • butelka ze smoczkiem 120 ml
  • butelka ze smoczkiem 240 ml
  • kubek rotacyjny do nauki picia
  • zabawka grzechotka

Wysmakowana miała możliwość zorganizowania konkursu dzięki programowi Blogosfera Canpol Babies. Program ten umożliwia także testowanie wybranych produktów przez osoby prowadzące blogi.
Mając zaufanie do marki postanowiłam także zgłosić swoją kandydaturę do udziału w programie.
Pragnę zachęcić do tego pozostałych twórców.Klikajcie w poniższy link, aby poznać szczegóły.
 http://canpolbabies.com/pl/blogosfera

W tej edycji do zdobycia jest 20 zestawów w skład, których wchodzi torba i termoopakowanie

"Linia toreb Lady Mum została zaprojektowana z myślą o kobietach, które cenią sobie styl i funkcjonalność. Torba idealna na spacer, spotkanie lub wyjazd z dzieckiem. Łączy w sobie ciekawy design, elegancję i dużą praktyczność. Pomieści wszystkie niezbędne akcesoria i ulubione zabawki maluszka." Canpol Babies

 Fot: www. canpolbabies.pl

Zasady udziału w Blogosferze Canpol babies

1. rejestrujesz się lub logujesz w serwisie Canpol Babies
2. dodajesz wpis o Blogosferze Canpol babies na swoim blogu
3. wypełniasz formularz zgłoszeniowy w Blogosferze
4. testujesz produkty lub organizujesz konkurs
5. informujesz o konkursie w Blogosferze (dla organizatorek konkursów) lub informujesz o recenzji w Blogosferze (dla testerek)

Mam nadzieję, że niedługo będę miała okazję zorganizować dla Was konkurs lub zrecenzować powyższe cuda. Trzymajcie kciuki.
Tymczasem nie pozostało mi nic innego jak sfotografować swojego malucha z wygranymi produktami...Jak tylko mi się uda to uchwycić na pewno się pochwalę, bo wbrew pozorom nie jest to proste ;)
Gdybym teraz umieściła szczęśliwe, konkursowe zdjęcie w podobnej zabawie, myślę, że mogłabym skłamać...

                                           Mamolova


Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku. Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania.

EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI


Wychodzę nieśmiało z domu, ze ściskiem w żołądku, bijącym mocno sercem i mętlikiem w głowie. Moje ciało chybocze się pod wpływem obcasów od butów, które ostatnio miałam na sobie jakieś sto dni temu. 


Kątem oka widzę, że moje buty są nieźle zdarte, ale to nic, biała bluzka i czarna spódnica idealnie nadrabiają sytuację. Wsiadam do nagrzanego autobusu, pod pachą trzymam teczkę, której nie mogę zgubić. Bez niej nie będę "dojrzała". Widzę, że kilka osób ma taki sam wyraz twarzy jak ja.

Spocona wysiadam na przystanku, spotykam mojego chłopaka. On też ma w dłoniach teczkę. Mamy w nich jakieś zdjęcia, obrazki i plan. Plan, po którym mamy być kimś.
Pamiętam jak dziś, matura ustna z języka polskiego. Wykuty temat prezentacji uciekł w niepamięć, a wtedy był tak ważny...

Zdałam, zdałam, hura zdałam, nie pamiętam na ile procent. Musiałabym spojrzeć w świadectwo maturalne. Jutro ustny angielski, potem pisemne. Za tydzień biologia i chemia. Wszystko jest takie nieznane. Jestem ofiarą gimnazjum, nowej matury i "fantastycznej" reformy edukacji, która teraz okazuje się bez nie do końca trafioną. Ale dam radę, kiedy zdam maturę wszystko będzie inaczej. Dostanę się na wymarzone studia, oczami wyobraźni widzę firmę, w której pracuję, luksusowe życie leży tuż u moich stóp...


Myślę, że wtedy było trochę za wcześnie na tak ważne decyzje...i na pewno moja matura nie miała nic wspólnego z dojrzałością.
Prawdziwym egzamin dojrzałości zaczęłam zdawać kilka lat później, kiedy zamieszkałam i poślubiłam chłopaka z teczką. Wtedy kiedy pokonywaliśmy wspólne problemy, kiedy zaczęliśmy ciężko zarabiać i jeszcze ciężej wydawać nasze pieniądze, kiedy podejmowaliśmy wspólne decyzje, kiedy zostaliśmy rodzicami, po raz pierszy i drugi. Ten najważniejszy test zdajemy do dziś, a w trakcie jego trwania czekają na nas dwa najważniejsze zadania: dać naszym synom cudowne dzieciństwo, wychować ich na wartościowych, dojrzałych ludzi. Jeśli to osiągnę najcenniejszy w życiu egzamin będę miała za sobą, a właściwą ocenę wystawią mi dorosłe Cudaki.

                                                    Mamolova



Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku. Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania.


LEPSZE CZASY, GORSZE CZASY...




Będąc na pikniku rodzinnym ze starszym Cudakiem byłam świadkiem zabawnej, przerażającej, zabawnej, przerażającej, ciekawej sytuacji...

Na zakończenie wspomnianej wyżej imprezy zaserwowano dla dzieci ogromny tort zbudowany ze świeżych truskawek. Każde z dzieci mogło wziąć jeden patyczek z owocem. Mój syn zaczął niecierpliwie wyciągać ręce po smakołyk. Powiedziałam wtedy do niego: stań spokojnie w kolejce i poczekaj na swój moment. Tuż obok nas stał tata, który krzyczał do swojego  dziecka: pchaj się pchaj, bo inaczej nie będziesz miał nic.

Odkryłam w tych słowach drugie dno.Wtedy pomyślałam, że chyba zatrzymałam się gdzieś dawno temu, że chyba zapomniałam, że jest XXI wiek, gdzie w życie trzeba wejść z przebojem i pewnością siebie.


A gdyby tak mieć wehikuł czasu i cofnąć się do czasów dzieciństwa...czy coś by było inne niż teraz??? Raz się żyję. Zaryzykuję.Wpisuję w maszynę hasło: ĆWIERĆ WIEKU, następnie klawisz COFNIJ i już sobie przypominam...zabawę w chowanego przed blokiem, fikołki na trzepaku, wyścigi na około bloku podczas deszczu. Moje wspomnienia grają w gumę, chłopka, w zbijaka i dwa ognie. Moi rodzice i ja nie marzą o wakacjach all inclusive, nie myślą nawet o wczasach nad polskim morzem. Wyjazd na działkę do babci bliskiej koleżanki jest dla mnie wystarczającym przeżyciem. Własnoręcznie zbierane maliny smakują wyśmienicie. Zdjęcia wywołane z kliszy cieszą jak nic. Trzydzieści sześć fotek to jest coś. Nie ważne czy mam zamknięte oczy i czy cała zmieściłam się w kadrze. Czuję wiatr, który targa moje włosy podczas podróży na bordowym Wigry 3. Nie mam lekcji baletu, zajęć angielskiego na poziomie newborn, lekcji programowania robotów Lego. Mam za to Złote Myśli i Pamiętnik z wpisami znajomych. Leży schowany w szafie do dziś. Guma kulka i oranżada na miejscu zakupiona w pobliskim spożywczaku to atrakcja na wypasie.

Mój ulubiony słodycz to chleb ze śmietaną i cukrem. Smakuje obłędnie. Zapach mandarynek zwiastuje Boże Narodzenie (mój starszy syn stwierdził, że to bardzo smutne, że były one tylko podczas świąt, ile muszę się go uprosić, żeby zjadł choć cząstkę). Słyszę piosenki Majki Jeżowskiej, odtwarzane z kasety, która wciąga mi się w magnetofon.

Pamiętam smak gumy Turbo, którą żułam podczas nakręcania kasetowej taśmy ołówkiem lub kredką. Prawdziwa przyjaźń zastępowała masę znajomych w mediach społecznościowych.

Dobranocka trwała 30 minut, a Smerfy w niedziele to prawdziwy szał, na który czekałam cały tydzień.

Dzisiejszy świat daje masę możliwości, dajemy dzieciom to czego nie mieliśmy my, współcześni rodzice. Jednocześnie wynagradzamy brak czasu :zabawkami, wycieczkami, zagranicznymi wakacjami. A może tylko korzystamy z tego z czego nie mogliśmy skorzystać kiedyś. Żyjemy w świecie ludzi wpatrzonych w ekrany telefonów, tabletów i laptopów. Młodzież spędza czas w galeriach handlowych, siedząc obok siebie oślepiona światłem ekranu smartfona. Może i lepiej, przecież poziom smogu jest bardzo wysoki. Błądzimy w świecie like-ów, subskrypcji, selfie, wirtualnej rzeczywistości. Wirtualnie darzymy sympatią, wirtualnie przytulamy, wirtualnie podajemy dłoń... "Wujek" google wie lepiej niż "prehistoryczna" encyklopedia. A jeśli nie lepiej, to na pewno szybciej. Coś tam zawsze wie. Aplikacja tu, aplikacja tam. W dzisiejszych czasach nie można tracić czasu. Za mało czasu. Mamy na wszystko, zbyt mało czasu. Świat musi biec do przodu, musi, ale błagam nie za szybko. A jednak ja też korzystam z dzisiejszych dobrodziejstw. Mój starszak zapytany: co było na obiad w przedszkolu, odpowiada krótko: zobacz w telefonie. No tak w telefonie jest wszystko. Wie to nawet mój młodszy Cudak,  który tuż po przebudzeniu podaje mi okulary, a tuż za nimi...telefon... niestety telefon...Kiedyś, w tamtym wieku, wisiał na ścianie. I to nie u mnie. U sąsiada. 
Teraz też stukam literki w coś, elektroniczne coś...

Mam wrażenie, że kiedyś było spokojniej i prościej, ale może to spojrzenie z perspektywy dobrego, choć skromnego dzieciństwa. Bez tony słodyczy, bez gadżetów, markowych ubrań. Jednak z ogromem czasu poświęconego przez najbliższych.


                                                             Mamolova


Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku. Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania.







POROZMAWIAMY PÓŹNIEJ



Mały, wesoły chłopiec, na moje oko czterolatek wbiega do basenowej szatni i podekscytowany opowiada, że dał radę, że było super, że wcale się nie bał. Jego mama w nerwach odpowiada....dobrze, najpierw się ubierz, porozmawiamy o tym później. Chłopiec posmutniał, spuścił głowę, ale posłuchał mamy.
Pomyślałam, że też tak czasem mówię, w taki sposób jak ta zniecierpliwiona mama i już wiedziałam, że mam temat na nowy wpis...

W żaden sposób nie oceniam spotkanej kobiety. Może była zmęczona po całym tygodniu, był w końcu piątek wieczór, miała do tego absolutne prawo. Może ma jakieś problemy. Może źle się czuje. Może jest gdzieś spóźniona albo ma do załatwienia jeszcze kilka spraw. W duchu miałam nadzieję, że chłopiec opowie swojej mamie wszystko, co tylko będzie chciał, bo wyglądało na to, że jest to dla niego niesamowicie ważne. Pomyślałam, że rodzina ta wróci do domu, zje kolację, przeczyta razem bajkę na dobranoc, a potem chłopiec porozmawia z mamą. A może wrócą całkiem późno i zabraknie wspólnie spędzonego czasu. Być może chłopiec opowie wszystko w aucie w drodze powrotnej. Albo nie, bo mama będzie musiała odebrać ważny telefon z pracy. Nie wiadomo.


Scenariusze mogą być różne...


Za chwilę wbiegł do szatni mój starszy Cudak. Był pełen entuzjazmu i radości, zaczął opowiadać jak skakał do wody, jakim stylem uczył się pływać, że był bardzo odważny. Już, już, już prawie miałam powiedzieć dobrze synku, porozmawiamy później, na początku się wysusz i ubierz...ale złapałam oddech...dwa oddechy... trzy oddechy, wysłuchałam podekscytowanego syna, powiedziałam, że jestem dumna i ucałowałam. Wszystko trwało krótką chwilę. Mój syn się przebrał, mocno mnie przytulił, wypiliśmy gorącą czekoladę i szczęśliwi poszliśmy do domu. Zdałam sobie sprawę, że w ciągu naszego dnia jest wiele sytuacji, gdzie mówię za chwilę, później, nie mam czasu, jestem teraz zajęta. Pomyślałam, że prawdziwą sztuką jest znaleźć złoty środek i równowagę we wszystkich matczynych obowiązkach i zrozumiałam, że warto czasem się zatrzymać i oddać całkowicie dziecku, które dzięki nam buduje poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. Czasami nie potrzeba wiele, aby stworzyć doskonały fundament do wspólnej relacji. Każda minuta jest małą cegiełką do zbudowania domu cudownych wspomnień dla naszego dziecka.
Dziękuję Ci spotkana mamo. Mam nadzieję, że nie zapomnę o Tobie zbyt szybko. Już dzisiaj siadam z Cudakami na dywanie, buduję garaż z klocków, który obiecuję im już od pewnego czasu, a wieczorem czytamy zaległą książkę. Wieczór rezerwuję tylko dla nas. Przez ostatni miesiąc wyczerpałam bowiem limit słów...nie teraz i porozmawiamy później.


                                                               Mamolova


Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
Zapraszam też na mój profil na Facebooku i Instagramie.
Linki do portali znajdziecie w nagłówku. Każda wasza aktywność jest dla mnie siłą do działania.