Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

WASZE HISTORIE 2- Dzień ojca



23 czerwca Dzień Ojca
Nie wyobrażam sobie, aby tego dnia nie powstał żaden wpis. Jednak nie chciałam, aby było banalnie, o tym jak jest słodko, cukierkowo i bajecznie u boku tatusia, przy którym zawsze czujesz się bezpiecznie, przy którym wiesz, że nic Ci nie grozi. Oczywiście życzę wszystkim, aby tak było. Ja sama miałam kochanego tatę, ale nie będę dziś pisać w swoim imieniu.
Dziś swoją historię opowie Wam moja znajoma, Karolina.

" Miałam wtedy około czterech lat, ale pamiętam, doskonale pamiętam. Pamiętam jak ojciec wracał do domu kompletnie pijany. Mama tłumaczyła mi wtedy, że tata źle się czuję, ale ja wiedziałam, że to nie to. Chciałam wtedy z nim porozmawiać, bo bardzo się martwiłam, ale mama podenerwowana wyganiała mnie z pokoju, zamykała drzwi i rozpoczynała się kłótnia. Tak bardzo się wtedy bałam, nic nie rozumiałam. Przerażona zakrywałam głowę kołdrą i czekałam, aż ten koszmar się skończy. Kiedy tata "zdrowiał" był dla mnie bardzo miły. Zawsze coś mi kupował, zabierał do cukierni albo pozwalał na więcej niż mama. Wtedy miałam nadzieję, że wszystko już z nim dobrze, że ten atak już nigdy nie wróci. Tak bardzo się myliłam. Za kilka dni było to samo. Trwało to kilka lat, ojciec chorował kilka lat. Pewnego razu nie było go w domu ponad tydzień. "Chorował". Mama obdzwoniła szpitale i jego znajomych. Bez skutku. Kiedy wrócił powiedziała, że już dłużej tego nie wytrzyma, że nie chce tak żyć. Zaczęła pakować nasze walizki, wykrzyczała do taty, że jeśli chce mnie zobaczyć musi zacząć się leczyć. Nie rozumiałam, dlaczego ojciec jeszcze tego nie robi. On wtedy wpadł w szał i pierwszy raz widziałam jak uderzył mamę. Powiedział też, że jeśli mama teraz odejdzie, to on zniszczy jej życie. Mama płakała całą noc, ja też. Zapytałam jej, na co chory jest nasz tata. Nie odpowiedziała. Historia ciągnęła się jeszcze przez jakiś rok. Ojciec krzywdził mamę. Na mnie jednak nigdy nie podniósł ręki, nigdy nie powiedział mi złego słowa. A ja cały czas tłumaczyłam sobie, że on jest chory, że to nie jego wina. W końcu mama za namową swojej siostry złożyła pozew o rozwód i wyprowadziłyśmy się do cioci. Ojciec dzwonił, obiecywał poprawę jednak mama była nieugięta. A ja bałam się, że jeśli zachoruję, to mama też mnie zostawi. 
Po rozstaniu tata zaczął leczenie. Postanowił walczyć z nałogiem. Mówił, że robi to dla mnie, że nie potrafi beze mnie żyć. Błagałam mamę, abyśmy znowu zamieszkali razem, ale nie ustąpiła. 

Zbliżał się bardzo ważny dla mnie dzień.  Moja Pierwsza Komunia Święta. Byłam, przekonana, że mama nie pozwoli zaprosić taty. Wiem, że było to dla niej trudne, ale udało nam się dowiedzieć, gdzie mieszka i pojechałyśmy zostawić zaproszenie. Tata już nie pił wtedy kilka miesięcy. Mówił, że żałuje. Mama odpowiedziała, że to już zamknięty rozdział. Kiedy zapytał mnie o to jaki prezent chciałabym dostać, powiedziałam, że pragnę, aby byli razem.

Tata ponoć był w kościele, ale ja go nie widziałam. Nie pobłogosławił mnie, nie złożył życzeń. Całą mszę moje dziecięce oczy szukały go w tłumie gości.

Dzień, w którym wręczałam mu zaproszenie był ostatnim dniem kiedy go widziałam, od tamtej pory nie mam z nim kontaktu, nie wiem gdzie mieszka. Ponoć pracuje za granicą. Nie wiem czy jest zdrowy, czy jest szczęśliwy. Tak na prawdę nie wiem czy żyje.

To, co do niego czuję to z jednej stony złość, żal, gniew, a z drugiej prawdziwa dziecięca miłość. Moje serce rozdarte jest na pół. Tak bardzo tęsknie za człowiekiem, który zrobił z naszego domu piekło...
Tak często myślę, co by było, gdyby mama dała mu drugą szansę...

W ten dzień, życzę Ci Tato spełnienia Twoich najskrytszych marzeń. Mam nadzieję, ze jednym z nich jest spotkanie ze mną...Twoja Karolcia..."


 Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
 Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.

                                                             Mamolova
                                             
                                                                                     
                                                                                                   


LODY CZEKOLADOWE


Panujące ostatnio ponad trzydziestostopniowe upały powodują, że moje szare komórki nie są w stanie za wiele wykrzesać. W głowie, co prawda jest wiele pomysłów, ale muszą one poczekać na lepszy czas.


PIŁECZKI Z BAJECZKI


Dopadło i mnie...Niestety mam w domu niejadka...albo małego człowieka o bardzo delikatnym podniebieniu, który za nim coś zje musi to obejrzeć z każdej strony, rozłożyć na czynniki pierwsze, dopytując o szczegóły. Chyba, że jest to coś słodkiego. Wtedy to zupełnie inny temat. 

Z tego względu matka zmuszona jest zgłębiać tajniki zdrowej kuchni. Czytam o wartościach odżywczych, metodach produkcji, miejscach uprawy. Nigdy nie wiem jakim pytaniem zaskoczy mnie mój syn. Szczerze mówiąc bardzo to lubię i sama mam okazję się dużo dowiedzieć.
Co prawda w okresach intensywnego wzrostu moje dziecko potrafi pochłonąć na prawdę bardzo dużo, to jednak jest kilka rzeczy, których nie chce nawet spróbować, patrzy na nie podejrzliwie i usuwa z talerza.

Jako dzielna matka, powiedziałam sobie, że się nie poddam i przekonam syna do tego, że to, co z pozoru może wydawać mu się niesmaczne możne być wisienką na torcie całego dania. Ta wisienka dała mu dużo do myślenia.

Zaczęłam stosować metodę przemycania...staram się łączyć składniki, które bardzo lubi z tymi, do których ciężko go przekonać. Jeżeli tylko czas nam pozwala przygotowujemy danie razem i wymyślamy mu nazwę.

I tak wczoraj na pierwszy ogień poszła znienawidzona rzodkiewka, z której powstały PIŁECZKI Z BAJECZKI.

Co było nam potrzebne:
  • 150 g sera twarogowego
  • 5 łyżek jogurtu naturalnego
  • 100 g kaszy jęczmiennej
  • 1 garść kiełków lucerny
  • 4 rzodkiewki
  • sól do smaku
Co musieliśmy zrobić:

1. Ugotować kaszę jęczmienną i pozostawić do ostygnięcia.
2. Wymieszać twaróg z jogurtem i ostudzoną kaszą na jednolitą masę.
3. Dodać kiełki oraz pokrojoną w drobną kosteczkę rzodkiewkę.
4. Posolić do smaku.
5. Uformować kulki.

Nie ma chyba nic prostszego. Mam to szczęście, że Cudak 1 uwielbia kaszę jęczmienną i biały ser, więc rzodkiewka przegrywa mecz 1:2. Cudakowi bardzo się spodobało takie porównanie i pozwolił wejść jej na boisko.

Udało nam się uturlać 20 piłeczek nieregularnych kształtów, ponieważ lepiły je także sześcioletnie rączki. Na zdjęciu te najpiękniejsze, nie może być inaczej.

Zachwyt Cudaka przy śniadaniu bezcenny. Wciągnął nawet melona i kiwi, które położyłam obok oraz dyniowe kamyki, które wbiły się w nasze piłeczki.

Mojego Cudaka strasznie urzekło to, że rzodkiewka pochodzi z Chin i, że zajadali się nią już faraonowie w Egipcie. Starożytni Grecy uważali ją za lekarstwo. W średniowieczu uchodziła za środek wpływający na jasność umysłu i korzystnie regulujący trawienie.

Ha, ha. Matka się przygotowała.

"Rzodkiewka zawiera, między innymi, witaminy z grupy C, PP, B1, B2, A oraz rozmaite związki mineralne, takie jak: sód, wapń, siarka, żelazo, magnez, miedź, fosfor" Cudak stwierdził że ta"zodkiewa" jest jakaś kosmiczna.

Dziecięca fantazja nie zna granic....matczyna też... znów poczułam się dzieckiem. 
                                          Smacznego

                                          Mamolova

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie. Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.



LUBIĘ, UWIELBIAM, KOCHAM TE CHWILE #1, czyli Iłża-Marcule



Nareszcie, nareszcie...i jeszcze raz nareszcie. Nareszcie się udało. W końcu znaleźliśmy czas na pierwszą wspólną wycieczkę w tym sezonie. Biorąc pod uwagę, że obiecałam sobie objechać wszystkie miejsca w takiej kolejności jak opisałam TUTAJ, na pierwszy ogień miał pójść Bałtów.

Jednak Cudak 1 niespodziewanie stwierdził, że on tam nie chce jechać, że dinozaury są nie dla niego i takie tam... więc w związku z tym nie wiadomo, dlaczego zdecydowaliśmy się na Iłżę. Lody, z których słynie ta miejscowość, kolejka wąskotorowa, która jedzie do pobliskich Marculi oraz spacer po tamtejszym arboretum skusił nas wszystkich. Cudak 1 stwierdził, że ciuchcie są super. Cudak 2 nie wiedział, o co chodzi, a Pan Mąż się dopasował...wyruszyliśmy.
Po drodze moje starsze dziecię stwierdziło jednak, że stresuje się tą kolejką i on wcale nie chce nią podróżować. Marudził całą drogę tak, że nie wiedziałam czy boli mnie głowa od wysokiej temperatury powietrza czy od słuchania syna.
Ostatecznie przekupiłam go stwierdzeniem, że za przejazd w jedną stronę dostanie wyjątkowo wielką gałkę lodów. Kolejką mieliśmy jechać tam i z powrotem, więc na trochę zamilkł. Brawo ja ;)

Zanim jednak do końca zdam relacje z naszej premierowej wyprawy, pozwólcie, że cofnę się około pięć lat wcześniej, a potem cztery.
  
Maj 2014


To wtedy pierwszy raz odwiedziliśmy Iłżę.

"Miasteczko to słynie przede wszystkim z ruin gotycko-renesansowego zamku biskupów krakowskich zbudowanego prawdopodobnie w latach 1326-1347 z inicjatywy biskupa krakowskiego Jana Grota. Przebudowany w połowie XVI i w XVII wieku dzięki czemu zyskał wystrój renesansowy i nowe fortyfikacje bastejowe. Zniszczony przez wojska szwedzkie i siedmiogrodzkie Jerzego Rakoczego w czasach Potopu. Odbudowany w XVII wieku i po pożarze opuszczony pod koniec wieku XVIII." Źródło: Wikipedia.

To tak jakby to kogoś interesowało i trafił tu jakieś miłośnik historii. Ja do takich nie należę i na wszelkich wyprawach interesują mnie głównie atrakcje rekreacyjne. 



Z uwagi jednak, że Pan Mąż bardzo lubi takie klimaty, weszliśmy na zamek (po za tym, po to tu raczej przyjechaliśmy). Weszliśmy, obejrzeliśmy, co było do zobaczenia, zachwyciliśmy się panoramą miejscowości i zeszliśmy. Półtoraroczny wtedy Cudak 1 był zachwycony, ponieważ na terenie ruin wypasały się właśnie owce, więc spacer tam zaliczyliśmy do udanych.

Przy okazji, od jakiegoś turysty dowiedzieliśmy się, że nie daleko stąd jest piękne arboretum, do którego można dojechać w niedzielę kolejką wąskotorową. Niedziela to nie była, więc pojechaliśmy...ale naszym samochodem. Faktycznie było pięknie. Ogród botaniczny jest nieduży, ale bardzo przyjemnie zaprojektowany. Spacerując wyznaczoną ścieżką, po drodze można napotkać na terenowe gry dydaktyczne na temat roślinności i zwierząt. Największą atrakcją (dla dzieci i niektórych dorosłych płci męskiej) są leśne cymbały oraz eksponaty: stary wóz strażacki, stara lokomotywa i maszyny rolnicze. Z czystym sumieniem polecam, temu kto lubi spokój, ciszę i łono natury.









Po zwiedzeniu ogrodu wróciliśmy do Iłży i wybraliśmy się na lody, z których słynie ta miejscowość. W odległości gdzieś około jednego metra od siebie, były trzy sklepiki z lodami i za bardzo nie wiedzieliśmy, w której są właśnie te..., o których tyle się mówi.
Stanęliśmy więc tam, gdzie była najdłuższa kolejka... trochę naiwne...
Po zjedzeniu lodów stwierdziłam, ze szału nie było...albo jestem wybredna albo jem za dużo lodów, albo nie mam gustu...

Sierpień 2015

Znowu odwiedzamy Iłżę. Tym razem zgodnie stwierdzamy, że na zamek nie wchodzimy. Naszym głównym celem jest kolejka wąskotorowa.... Gdy dojechaliśmy do Iłży zobaczyłam napis: informacja turystyczna. Postanowiłam zapytać w niej, skąd odjeżdża kolejka do... Markuli. Pani uśmiechnęła się do mnie i zapytała grzecznie...do Marculi ? No cóż chyba mnie poniosło i myślałam, że jestem gdzieś za granicami swojego kraju albo kontynentu. Jakieś Stany czy coś. 



Nieważne, w rezultacie dotarliśmy na miejsce odjazdu i kolejka ruszyła. Było super. Dwu i pół letni wtedy Cudak 1 był zachwycony. Przyznam, że sama się czułam jak w bajce.... Tomek i przyjaciele albo Stacyjkowo. Tory kolejki położone są wzdłuż ulicy, więc wszystkie maluchy sikają ze szczęścia, kiedy jakiś kierowca z uśmiechnięta miną do nich pomacha. Kolejka zatrzymuje się w Marculach... tak w M...a...r...C...u...l...a...ch , w których zrobiliśmy sobie półgodzinny, spokojny spacer, po czym wróciliśmy kolejką do Iłży. Jemy lody, żeby tradycji nie stało się zadość, ale znowu się specjalnie nie zachwycam.





 Czerwiec 2019
Powracamy do teraźniejszości.
Po dotarciu do Iłży mamy nie cała godzinę do odjazdu kolejki. Mamy więc dylemat: lody...zamek...lody...zamek...No tak zamek, przecież lody miały być w nagrodę za przejazd. Swoją drogą taki Cudak 1 to ma dobrze. Robisz mu przyjemność, on udaje, że to nie jest przyjemność , a potem dostaję jeszcze nagrodę. Doskonale znam te jego zagrywki, ale tak go kocham, że mu ulegam.



Weszliśmy na teren ruin zamku. Cudak 1 stwierdził, że na wieżę widokową tym razem nie będzie się wspinał, bo on był w tamte wakacje na latarni morskiej i tam było wyżej i tu się nie opłaca. No cóż, nic na siłę. Pospacerowaliśmy, wrzuciliśmy na luz, odcięliśmy się od wszystkiego, aż nagle przypomniało nam się...kolejka, kolejka, kolejka! Szybkie spojrzenie na zegarek....za dziesięć minut odjazd. Aaaaa.... Cudak 2 na ręce i pędem na dół. Nawet Cudak 1 w końcu stwierdził, że przełamie swój lęk i zgodzi się na przejazd nawet bez lodów. Chyba widział jak nam zależy...Gdy dojechaliśmy na miejsce zobaczyliśmy, że smutne rodzinki wracają na parking, wsiadają do samochodów i odjeżdżają. Pomyślałam, że albo pokręciłam godziny albo jazda kolejką już nie jest taka fajna jak pięć lat temu.
Nie zgadłam... tego dnia przejazd ciuchcią był odwołany...kolejka się wykoleiła... Cudak 2 się uśmiechnął i krzyknął...Potęga podświadomości.
Trochę rozczarowani ( ja i pan mąż) wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy w stronę Marculi. Po drodze minęliśmy kolejkę, która faktycznie leżała poza torami. 






W ogrodzie czekała na nas niespodzianka. Od ostatnich czterech lat dorobił się on terenu, na którym można zobaczyć jelenie, sarny, daniele, bażanty, kozy i coś jeszcze, rogate coś na literkę m.....nie pamiętam, ponadto gołębie, bażanta, osiołka i kucyka. Tyle uchwyciło moje bystro oko, ale chyba było tego więcej. 




Cudak 2 zachwycony, choć najchętniej wskoczyłby na teren, gdzie wylegiwały się sarny, nie patrząc na nic. Od każdego zwierzęcia musieliśmy odciągać go z płaczem...płaczem zarówno Cudaka 2 i prawie naszym. Adrenalina wzrastała, kiedy nasze dziecko postanowiło każde zwierzę z osobna karmić kamieniami. Podsumowując było całkiem ciekawie.
Po spacerze wróciliśmy do Iłży na lody. Te z budki z najdłuższa koleją. Znowu stwierdziłam, że chyba jem ich za dużo.
Szczęśliwi jednak, że udało nam się spędzić rodzinną niedzielę wsiedliśmy do auta. Cudak 2 postanowił marudzić całą drogę, a Cudak 1 go rozśmieszać (rzucając we mnie plastikową marchewką). Zgodziłam się tylko dlatego, ponieważ działało... 

Myślę, że wybierzemy się jeszcze kiedyś w trasę Iłża-Marcule. Cudak 2 przecież nie jechał jeszcze wąskotorówką...
                                                               
                                                                Mamolova

Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie. Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.




WWW.MAMOLOVA.PL


Jeśli czytacie ten wpis, to znaczy, że zagościliście na jednym z najlepszych blogów na świecie.... no... ok w Polsce...no dobra... do najlepszego, to mi jeszcze daleko brakuje. Ale robię, co mogę, aby poruszyć zatwardziałe serducha i oczarować wszystkie pozostałe. Może umówmy się tak.... poczytacie i ocenicie sami, czy zostajecie ze mną czy stwierdzacie, że to nie wasz świat i nic wspólnego nas nie łączy.

29 maja moje trzecie dziecko o imieniu Mamolova skończyło cztery miesiące. Ma już swój charakter, kilku dobrych przyjaciół, niektóre rzeczy się mu udają, niektóre wręcz odwrotnie. Ja, jego autorka jak młoda matka idę przez gęstą mgłę z głosem w głowie, że to miało być prostsze. Czasami myślę, że jest super, a czasem, że kompletnie się do tego nie nadaję. Mój czteromiesięczniak jednego razu potrafi rozbawić do łez, a drugiego jest całkiem poważny.  Staram się, aby w moich tekstach było sporo humoru, wplatam elementy zaskoczenia, ale także pragnę przekazać czytelnikom dużo wartości, zmusić, aby choć na chwilę każdy z nas się zatrzymał i pomyślał, co jest na prawdę ważne.

Blog obejmuje tematykę parentingową, moim celem jest uświadomienie młodym mamom, że nie muszą być idealne, aby były szczęśliwe, że nie ma instrukcji na wychowanie dziecka i każde macierzyństwo ma swoje wzloty i upadki. 

Od czasu do czasu poruszam też jednak tematy ważne, o których warto mówić głośno.

Prywatnie jestem szczęśliwą mamą dwóch Cudaków: 6- letniego Krystiana i 18- miesięcznego Aleksandra. Są oni moją inspiracją, dumą i największą radością. Choć czasem ostro dają w kość, to jednocześnie niosą niesamowitą siłę. To właśnie dzięki nim powstał blog Mamolova. Poza tym nie ułatwiają mi oni pracy w żaden sposób. Jednym słowem jest wesoło, ale pomimo tego bycie mamą jest najlepszą przygodą mojego życia.
Pomysł na bloga przyszedł znienacka. Pomimo tego, że jest to czas mojego wytchnienia, nie zawsze jest łatwo.
Blogowanie to ciężka praca, szczególnie jeśli robisz to zupełnie sama. Blog to nie pamiętnik, to nie spisana historia mojego życia. To opis sytuacji, które mogą dotykać każdego z nas.

Mamolova jak małe dziecko ciągle się zmienia oraz rozwija.
Stworzyłam swój blog od podstaw, nie mając o tym zielonego pojęcia.  Jeszcze pięć miesięcy temu nie miałam pojęcia, co to jest domena, hosting, gadżet, hashtag, etykieta. Cały czas jestem laikiem i codziennie się uczę.... jak młoda mama. Jak słowo daję.

Niejednokrotnie znikł mi cały gotowy już do publikacji tekst, rozjechał mi się układ motywu, czcionka tekstu itp. itd.,czasami przerastają mnie problemy techniczne.
Jednak idę do przodu, bo choć moja przygoda z  blogiem jest stosunkowo krótka, to dzięki niej poznaje wielu wspaniałych ludzi, biorę udział w wielu super projektach.

Dzięki uprzejmości Moniki z bloga (dla, której dziś piszę) Ika i Diego-życie bez granic oraz Karoliny z bloga Wysmakowana, udało mi się wziąć udział w kampanii#niepełnoSPRAWNI, która dała mi dużą życiową lekcję. Wpisy wywołały we mnie wiele emocji. Były chwile wzruszenia, refleksji, ale i nadziei, że może być lepiej. Skłaniały też do częstych rozmów z synem na temat tolerancji. Podczas przygotowań swojego materiału miałam okazję przeprowadzić wywiad z dzielną mamą dwójki dzieci chorych na autyzm. To doświadczenie nauczyło mnie pokory. Dostałam kubeł zimnej wody na głowę i nauczyłam się, ze powinnam się cieszyć z tego co mam. 

A teraz z innej beczki. Blog nauczył mnie też tego, aby czytać wszelkie wpisy do końca. Komentarze pod moimi tekstami niejednokrotnie odbiegały od treści jaka chciałam przekazać ;) Po kampanii dostałam mnóstwo wiadomości ze słowami wsparcia przy wychowywaniu niepełnosprawnego dziecka;) To całkiem zabawne, ale daje wiarę w ludzi, że jeszcze w dzisiejszym świecie jest miejsce na takie słowa.

Na koniec chciałam serdecznie podziękować Monice Mosór za współpracę i możliwość stworzenia tego wpisu. Monia... jesteś wielka.

A tymczasem zróbcie sobie popołudniową kawkę i wbijajcie na www.mamolova.pl.
Jeśli chcecie poznać mnie lepiej zapraszam także na mój profil na Facebooku i Instagramie
                                                  Pozdrawiam
                                                       Justyna 

LUBIĘ, UWIELBIAM, KOCHAM TE CHWILE, CZYLI... BENIO CRAFT



Lubię, uwielbiam, kocham te chwile...-w pierwszej wersji taki tytuł miał nosić ten wpis. Jednak w ostatniej chwili dopisałam... czyli BENIO CRAFT i zaktualizowałam właśnie to zdanie. Dlaczego? Tłumaczę się już za chwilę. 

Jednak póki co, zacznę jeszcze raz... Tak jak miało być. W pierwszej wersji...

Lubię, uwielbiam, kocham te chwile..., gdy spędzamy czas razem. 
Szczególnie wtedy, kiedy aura, pogoda, nasze zdrowie i chęci pozwalają nam na wspólny, aktywny wypoczynek. Kiedy dzieci rzucają swoje zabawki w kąt, a my wyłączamy telefony i jesteśmy na sto procent tylko dla siebie. Takie chwile scalają i bardzo zbliżają.

I o ile z Cudakiem 1 zwiedziliśmy chyba pół Polski, to z Cudakiem 2 mamy sporo do nadrobienia. 
Od początku maja więc nie próżnujemy i robimy wszystko, co możemy, aby takich wspaniałych chwil było jak najwięcej. Już na początku miesiąca zaczęliśmy od spływu kajakowego. Dokładniej mówiąc zaczął Cudak 1 i Pan Mąż, bo Matkę dopadła angina. No, ale jak to mówią nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...chłopaki mieli czas tylko dla siebie.



Pewnego dnia postanowiliśmy, że z naszym młodszym synem odwiedzimy wszystkie miejsca, które widzieliśmy z pierworodnym. Przeglądając zdjęcia z naszych podróży wpadłam na pomysł, aby przygotować krótki przewodnik o tym, co można zobaczyć razem z dziećmi w województwie mazowieckim oraz świętokrzyskim. Choć widzę, że poniosło nas nawet na Lubelszczyznę i w kujawsko-pomorskie.

Zanim jednak przejdę do sedna sprawy odbiegnę nieco od tematu.


Moje dzieci to prawdziwi miłośnicy zwierząt. Starszy nie skrzywdzi nawet muchy, młodszy nie przejdzie obojętnie obok żadnego stworzenia. Nawet jeśli jest to tylko kamienna rzeźba. 
Cudak 1 pewnego poranka powiedział mi, że jeśli nie może mieć czworonoga (niestety mama jest alergikiem), to chociaż chce mieć plecak, na którym jest pies...i będzie odkładał na niego pieniądze z kieszonkowego. Gdy w skarbonce uzbierało się już co nieco zaczęliśmy szukać...i szukać.... i wcale łatwo nie było. Byłam pewna, że wybierzemy na szybko coś Marshallem z Psiego Patrolu, albo jakimś innym psiakiem z tego gangu. Jednak nie. 

Cudak na każdą moją propozycje mówił nie, nie, nie, aż w końcu przegrzebawszy już pół internetu trafiłam na stronę https://beniocraft.pl. Zobaczyłam tam psa patrzącego na mnie pięknymi dużymi oczyma. Szybko zorientowałam się, że to strona z artykułami dla zwierząt. Znowu nic z tego, pomyślałam. Już miałam zamknąć stronę, gdy nagle mój zaczynający samodzielnie czytać syn krzyknął: mamooo mamooo tu jest napisane ARTYKUŁY DLA PSIARZY. Ty tak na nas mówisz. Żadni z nas psiarze, bo pieska nie mamy, ale z ciekawości zaczęliśmy scrollować ekran. I nagle syn krzyknął jeszcze głośniej: chcę ten, chcę ten. PLECACZEK WYBRANY PRZEZ CUDAKA. Zaczęłam oglądać dalej i znalazłam również coś dla siebie. PLECAK WYBRANY PRZEZE MNIE.  Jak na prawdziwą kobietę przystało wrzuciłam też do koszyka kosmetyczkę i torbę, ale zapomniałam, że jeśli Cudak ma oszczędności to nie znaczy, że oszczędności ma także Matka i zostałam tylko przy plecaku... Zrobiło mi się żal... i trochę smutno.




Nie trwało to  jednak długo, bo tak się złożyło, że Pani Monika, właścicielka firmy Benio Craft jest czytelniczką mojego bloga i wpadła na świetny pomysł.

Rabat, rabat, rabat nie tylko dla mnie, ale również i dla Was...

Dla każdej osoby, która zrobi zakupy w sklepie internetowym Benio Craft w terminie od 6 czerwca 2019 r. do 6 lipca 2019 roku otrzyma 15% rabatu. Wystarczy przy finalizowaniu zamówienia wpisać w odpowiednie pole hasło : mamolova.


Jak widać my z plecaczkami się nie rozstajemy. Są praktyczne, bardzo wygodne, a przede wszystkim unikatowe. Z tego co wiem, pani Monika bierze pod uwagę także indywidualne zamówienia klientów.

W ofercie sklepu znajdziecie artykuły dla psów takie jak bandanki, chusty, apaszki, muchy, maty węchowe, szarpaki, kokardy, kocyki, zabawki, saszetki na smaczki, pasy bezpieczeństwa oraz dla ich właścicieli i całej reszty: torby, plecaki, worki, kosmetyczki, pokrowce na tablet. Jestem żywym przykładem, że nie trzeba mieć zwierzaka, aby cieszyć się dziełem Pani Moniki.

No i tak. Odbiegłam od tematu i to całkiem daleko. Tajemnica zmienionego tytułu została wyjaśniona. Ogłaszam przełożenie wspomnień z naszych podroży na czas bliżej nieokreślony. Żeby jednak was zainspirować przygotowałam listę miejsc, gdzie udało nam się być w ciągu sześcioletniego życia naszego starszego syna oraz dwudziestomiesięcznego życia młodszego.
Co nas tam spotkało, czy zawsze był to dobry wybór..., co warto zobaczyć, a co niekoniecznie o tym w kolejnych wpisach.
  • Bałtowski Kompleks Turystyczny
  • Częstochowa
  • Ruiny zamku w Czersku
  • Góry Świetokrzyskie
  • Iłża i Marcule KLIK
  • Magiczne Ogrody w Janowcu KLIK
  • Pałac w Kurozwękach
  • Kazimierz Dolny, zwiedzanie miasta
  • Kielce: Muzeum Wsi Kieleckiej, Muzeum Zabawek, Manufaktura Słodyczy
  • Kraków, zwiedzanie miasta
  • Lublin: Carnaval Sztukmistrzów 
  • Łódź: Aquapark, Zoo, Ogród Botaniczny, ulica Piorkowska
  • Nałęczów
  • Rabka-Zdrój
  • Radom: Muzeum Wsi Radomskiej
  • Rezerwat Przyrody Królewskie Źródła
  • Sandomierz, zwiedzanie miasta
  • Spała, zwiedzanie miasta
  • Toruń, zwiedzanie miasta
  • Trojanów: Farma Iluzji
  • Warszawa, Zoo i zwiedzanie miasta
  • Zakopane
  • Zalesie Górne: Dzielnica filmowa
A teraz zapinajcie pasy, odpalajcie komputery, komórki, tablety i lecimy....
Kierunek: Benio Craft
Hasło: mamolova
Promocja: -15% na zakupy od 6 czerwca do 6 lipca.
Zajrzyjcie też tu: Benio Craft na Facebooku

Bye, bye. Miłego pobytu na stonce Moniki i Benia.

P.S. Musicie mi przyznać. Benio jest przeuroczy.
P.S.S. Do zobaczenia wkrótce. Obiecuję pisać na temat.

                                                   Mamolova


Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie. 
Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.