Chcesz być u mnie na bieżąco? Wystarczy, że zostawisz tu swój adres e-mail :-)

WASZE HISTORIE 2- Dzień ojca



23 czerwca Dzień Ojca
Nie wyobrażam sobie, aby tego dnia nie powstał żaden wpis. Jednak nie chciałam, aby było banalnie, o tym jak jest słodko, cukierkowo i bajecznie u boku tatusia, przy którym zawsze czujesz się bezpiecznie, przy którym wiesz, że nic Ci nie grozi. Oczywiście życzę wszystkim, aby tak było. Ja sama miałam kochanego tatę, ale nie będę dziś pisać w swoim imieniu.
Dziś swoją historię opowie Wam moja znajoma, Karolina.

" Miałam wtedy około czterech lat, ale pamiętam, doskonale pamiętam. Pamiętam jak ojciec wracał do domu kompletnie pijany. Mama tłumaczyła mi wtedy, że tata źle się czuję, ale ja wiedziałam, że to nie to. Chciałam wtedy z nim porozmawiać, bo bardzo się martwiłam, ale mama podenerwowana wyganiała mnie z pokoju, zamykała drzwi i rozpoczynała się kłótnia. Tak bardzo się wtedy bałam, nic nie rozumiałam. Przerażona zakrywałam głowę kołdrą i czekałam, aż ten koszmar się skończy. Kiedy tata "zdrowiał" był dla mnie bardzo miły. Zawsze coś mi kupował, zabierał do cukierni albo pozwalał na więcej niż mama. Wtedy miałam nadzieję, że wszystko już z nim dobrze, że ten atak już nigdy nie wróci. Tak bardzo się myliłam. Za kilka dni było to samo. Trwało to kilka lat, ojciec chorował kilka lat. Pewnego razu nie było go w domu ponad tydzień. "Chorował". Mama obdzwoniła szpitale i jego znajomych. Bez skutku. Kiedy wrócił powiedziała, że już dłużej tego nie wytrzyma, że nie chce tak żyć. Zaczęła pakować nasze walizki, wykrzyczała do taty, że jeśli chce mnie zobaczyć musi zacząć się leczyć. Nie rozumiałam, dlaczego ojciec jeszcze tego nie robi. On wtedy wpadł w szał i pierwszy raz widziałam jak uderzył mamę. Powiedział też, że jeśli mama teraz odejdzie, to on zniszczy jej życie. Mama płakała całą noc, ja też. Zapytałam jej, na co chory jest nasz tata. Nie odpowiedziała. Historia ciągnęła się jeszcze przez jakiś rok. Ojciec krzywdził mamę. Na mnie jednak nigdy nie podniósł ręki, nigdy nie powiedział mi złego słowa. A ja cały czas tłumaczyłam sobie, że on jest chory, że to nie jego wina. W końcu mama za namową swojej siostry złożyła pozew o rozwód i wyprowadziłyśmy się do cioci. Ojciec dzwonił, obiecywał poprawę jednak mama była nieugięta. A ja bałam się, że jeśli zachoruję, to mama też mnie zostawi. 
Po rozstaniu tata zaczął leczenie. Postanowił walczyć z nałogiem. Mówił, że robi to dla mnie, że nie potrafi beze mnie żyć. Błagałam mamę, abyśmy znowu zamieszkali razem, ale nie ustąpiła. 

Zbliżał się bardzo ważny dla mnie dzień.  Moja Pierwsza Komunia Święta. Byłam, przekonana, że mama nie pozwoli zaprosić taty. Wiem, że było to dla niej trudne, ale udało nam się dowiedzieć, gdzie mieszka i pojechałyśmy zostawić zaproszenie. Tata już nie pił wtedy kilka miesięcy. Mówił, że żałuje. Mama odpowiedziała, że to już zamknięty rozdział. Kiedy zapytał mnie o to jaki prezent chciałabym dostać, powiedziałam, że pragnę, aby byli razem.

Tata ponoć był w kościele, ale ja go nie widziałam. Nie pobłogosławił mnie, nie złożył życzeń. Całą mszę moje dziecięce oczy szukały go w tłumie gości.

Dzień, w którym wręczałam mu zaproszenie był ostatnim dniem kiedy go widziałam, od tamtej pory nie mam z nim kontaktu, nie wiem gdzie mieszka. Ponoć pracuje za granicą. Nie wiem czy jest zdrowy, czy jest szczęśliwy. Tak na prawdę nie wiem czy żyje.

To, co do niego czuję to z jednej stony złość, żal, gniew, a z drugiej prawdziwa dziecięca miłość. Moje serce rozdarte jest na pół. Tak bardzo tęsknie za człowiekiem, który zrobił z naszego domu piekło...
Tak często myślę, co by było, gdyby mama dała mu drugą szansę...

W ten dzień, życzę Ci Tato spełnienia Twoich najskrytszych marzeń. Mam nadzieję, ze jednym z nich jest spotkanie ze mną...Twoja Karolcia..."


 Jeśli spodobał Wam się wpis, będzie mi miło, jeśli go udostępnicie.
 Zapraszam na mój profil na Facebooku i Instagramie.

                                                             Mamolova
                                             
                                                                                     
                                                                                                   


16 komentarzy:

  1. Bardzo smutna historia :( Ale piękna. Dziecko kocha ojca mimo, pomimo i wbrew. Wszystko jest mu w stanie wybaczyć nawet jeśli on je krzywdzi ono darzy go ogromnym uczuciem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przygnębiająca historia, alkoholizm to straszna choroba i niestety niewyleczalna. Ogromne podziękowania należą się Karolinie, to nie łatwe opowiedzieć swoją historię, bolesną historię takiej rzeszy ludzi. To świadectwo powinmo dać wielu osobom do myślenia, pokazać jak alkoholizm może niszczyć relacje międzyludzkie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma nic gorszego niż strach dziecka czy spowodowanie, że zachowanie dorosłego zrobi wyraźną rysę na przyszłości. Mimo to historia godna przeczytania dla rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  4. jest mi przykro jak to czytam :/ w tak wielu rodzinach mają miejsce podobne sytuacje :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety od bardzo dawna nie mam już taty

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez to co dzieje się z nami jako dziećmi, często odkrywamy je w dorosłych nas. Wybijają się na powierzchnię i krzyczą. Ujawniają się nasze lęki, obawy, pragnienia i jakąś niewyjaśnioną pogoń za tym, co zostało zdeptane. W kontekście ojców - szukamy wypełnienia tych głębokich studni przez swoich partnerów, czasem całkowicie nieświadomie. Tak jakby życie wiedziało, że tego właśnie nam brak i sterowało wyborami.

    Takie dni nigdy nie będą dla wszystkich szczęśliwe. Może nawet z jednej strony niedobrze, że istnieją, bo czasem za dużo przypominają. Wydzierają taki jeden dzień z życia.

    Nie wiem, czy jakimikolwiek siłami to dotrze, ale życzę Karolci odnalezienia tego, czego jej brak. W takiej postaci, by zapełniła swoją pustą dziecięcą szufladę.

    Ściskam,
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejka, dziękuję za zaakceptowanie mojego e-maila:-)
    Dotarłam tu, po jakimś linku z bloga, który Cię polecał.
    Co do notki, to niestety Dzień Ojca nie dla wszystkich jest identycznie fajny. Po pierwsze niektórzy już nie mają ojców, inni mają nie takich, jakich by chcieli mieć, jeszcze inni oczekują na jakiś spektakularny przełom w relacjach rodzinnych. A ten przełom może nigdy nie nastąpić. Tak więc dla jednych jest to dzień radości, dla innych dzień nostalgicznego smutku.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  8. Autorko, podeślij Karoli mój komentarz.
    Naprawdę podziwiam Cię dziewczyno.
    Czytając Twoją historię czuję się tak, jakbym czytała o sobie.
    Zawsze uczyłam się wzorowo, ale nie mogłam zdobyć przyjaciół. Wszyscy wiedzieli, jaka jest moja rodzina. Dodatkowym problemem były pieniądze. W sklepie zakupy "na kreskę", pożyczanie od sąsiadów, rodziny. Nieraz mama zastanawiała się, jak to dalej będzie. Byłam kilkuletnią dziewczynką, rozumiałam więcej, niż się mojej mamie zdawało, lecz pewnie i tak wiele przede mną ukryła.
    Doskonale pamiętam dzień, gdy zabrał wszystkie pieniądze z domu. Odnalazłam go wtedy pijacego wino z innymi i trzy gidziny w mrozie kazał mi czekać na pieniądze na kaszkę dla mojej malutkiej siostry. Pozwolił dziecku, własnemu dziecku głodować.
    Święta nigdy nie były radosne, urodziny także. Ojciec wracał do domu na weekendy, więc w tygodniu razem z mamą chodziłyśmy uśmiechnięte. Od piątku łapały mnie zimne dreszcze wzdłuż kręgosłupa, denerwowałam się. Teraz już wiem, że to był strach. Były awantury, pijackie sprawdzanie zeszytów, wyciąganie starych problemów i nieporozumień sprzed wielu lat.
    Też nie raz obiecywał poprawę. Budowę domu. Nic z tego nie było prawdą. Nigdy nie słuchał moich próśb, by nie pić. Pamiętam, gdy uderzył mamę, aż złamał jej nos. Miałam wyrzuty sumienia, że nie zdołałam jej obronić, bo poszłam na mszę do Kościoła. Wiele lat mną to targało, że nie było mnie wtedy w domu.
    Nie odeszłyśmy, nie miałyśmy dokąd. Udało się to po latach.
    Przyjeżdżał, zawsze pijany. Obwiniał otoczenie mamy, że dała sobie namącić w głowie i dlatego się rozeszli. Swojej winy nie widział.
    Nie był na komunii siostry, na moim ślubie też nie. Ja trochę jeszcze pamiętam czasów, gry tyle nie pił, bawił się ze mną, zabierał na ryby. To były cudowne chwile. Siostra już tego nie zaznała nigdy. I zawsze potem chciała mieć tatę, jak jej koleżanki.
    Teraz ojciec nie dzwoni, nie przyjeżdża. My też nie szukamy z nim kontaktu, nie interesuje mnie to, co się z nim dzieje. Za bardzo mnie zranił i zniszczył wszystkie uczucia, jakie do niego żywiłam. Nie pozostał nawet smutek i żal.
    Moja mama stała się cieniem samej siebie. Walczy od lat z silną depresją i strasznie niską samooceną. Jest źle.
    Siostra nie potrafi nawiązać przyjaźni prawdziwej, jest skryta.
    Ja za bardzo staram się ingerować w życie innych, na siłę chcę uszczęśliwiać i czuć się potrzeba, wrecz niezastąpiona. Żeby się podbudować.
    Mam teraz swoją rodzinę, staram się, aby w moim domu było ciepło i życzliwość.
    Karola, naprawdę Cie podziwiam. Za ostatnie zdania. Mnie w tym momencie nie stać na takie słowa, nie po tym piekle, w którym przyszło mi dorastać.
    Łącze się z Tobą sercem. I współczuję tym wszystkim, którzy nadal przez to przechodzą. Mam nadzieję, że będziemy szczęśliwi.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję 😘 Każdy komentarz jest dla mnie niezwykłą motywacją 😉